Inna Penelopa

 

Katerina Angelaki-Rooke

Inna Penelopa

 

Spomiędzy drzew oliwnych nadchodzi Penelopa
włosy niedbale związane
w sukience z bazaru
granatowa w białe kwiatuszki.
Wyjaśnia nam, że to nie z przywiązania do idei „Odyseusz”
kazała zalotnikom
czekać latami na podwórzu
tajemnych rytuałów własnego ciała.

Tu w tym pałacu na wyspie
ze sztucznymi horyzontami
słodkiej miłości
z ptakiem w oknie, który
chwyta jedynie to, ten bezkres
namalowała barwami natury
portret kochania.
Siedzący, noga na nodze
kubek kawy w ręku
ranny ptaszek, trochę nadąsany, trochę uśmiechnięty
wyłania się, ciepły jeszcze, z puchu snu.
Jego cień na ścianie
ślad po meblu, które właśnie uniesiono
krew po antycznym zabójstwie
Karagiozisa osamotniony występ
na płótnie, a za nim zawsze ból.
Nieodłączni eros i ból
jak wiaderko i brzdąc w piaskownicy
jak „och!” i kryształ co wysuwa się z rąk
zielona mucha i zwierzę co padło
ziemia i łopata­
nagie ciało i prześcieradło w lipcu.

I słucha teraz Penelopa
ponętnej muzyki strachu
perkusji rezygnacji
słodkiego śpiewu spokojnego dnia
bez gwałtownych zmian tempa i tonacji
zagmatwanych akordów
dozgonnej wdzięczności
za to co się nie wydarzyło, nie zostało powiedziane, nie jest do wypowiedzenia
ruchem głowy nie, nie, nie, odrzuca Penelopa następną miłość
nie dla kolejnych słów i szeptów
dotknięć i ukąszeń
jęczenia w ciemnościach
zapachu ciała płonącego w świetle.
Ból był tym wybranym zalotnikiem
i jemu zatrzasnęła drzwi.

z tomu „Piękną pustynią ciało”, 1996
tłum.: Leszek Paul

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *