Cykada

Katerina Angelaki-Rooke

Cykada

 

Tysiące piosenek lata, jedna za drugą, ciśnie się we mnie. Otwieram usta i w moim żarze próbuję je jakoś poukładać. Śpiewam. Okropnie. Lecz to dzięki nim odróżniam się od kory i innych niemych tub przyrody. Skromne moje przyodzienie – szarości i wapienne biele – wyklucza jakiekolwiek ekscesy zmysłów; tak więc odcięty od corocznych, jazgotliwych festynów, śpiewam. Wiosna, Wielkanocy i cyklamenów nie znam. Jedyne zmartwychwstanie, które znam, to wtedy, gdy łagodny powiew nieznośny żar mojego życia studzi. Wtedy przestaję zawodzić – śpiewać – jak sądzi cały świat, bo cud rześkiego powiewu głęboko we mnie, znaczy dla mnie więcej, niż wszystko to co tworzę, by nie umrzeć od żaru.

z tomu „Przeciwstawna miłość”,1982  
tłum.:Leszek Paul

Inna Penelopa

 

Katerina Angelaki-Rooke

Inna Penelopa

 

Spomiędzy drzew oliwnych nadchodzi Penelopa
włosy niedbale związane
w sukience z bazaru
granatowa w białe kwiatuszki.
Wyjaśnia nam, że to nie z przywiązania do idei „Odyseusz”
kazała zalotnikom
czekać latami na podwórzu
tajemnych rytuałów własnego ciała.

Tu w tym pałacu na wyspie
ze sztucznymi horyzontami
słodkiej miłości
z ptakiem w oknie, który
chwyta jedynie to, ten bezkres
namalowała barwami natury
portret kochania.
Siedzący, noga na nodze
kubek kawy w ręku
ranny ptaszek, trochę nadąsany, trochę uśmiechnięty
wyłania się, ciepły jeszcze, z puchu snu.
Jego cień na ścianie
ślad po meblu, które właśnie uniesiono
krew po antycznym zabójstwie
Karagiozisa osamotniony występ
na płótnie, a za nim zawsze ból.
Nieodłączni eros i ból
jak wiaderko i brzdąc w piaskownicy
jak „och!” i kryształ co wysuwa się z rąk
zielona mucha i zwierzę co padło
ziemia i łopata­
nagie ciało i prześcieradło w lipcu.

I słucha teraz Penelopa
ponętnej muzyki strachu
perkusji rezygnacji
słodkiego śpiewu spokojnego dnia
bez gwałtownych zmian tempa i tonacji
zagmatwanych akordów
dozgonnej wdzięczności
za to co się nie wydarzyło, nie zostało powiedziane, nie jest do wypowiedzenia
ruchem głowy nie, nie, nie, odrzuca Penelopa następną miłość
nie dla kolejnych słów i szeptów
dotknięć i ukąszeń
jęczenia w ciemnościach
zapachu ciała płonącego w świetle.
Ból był tym wybranym zalotnikiem
i jemu zatrzasnęła drzwi.

z tomu „Piękną pustynią ciało”, 1996
tłum.: Leszek Paul

Widma

 

Veroniki Dalakoura

Widma

 

I

Teraz gdy śniłam o ukochanym
Gdy patrzy w bezkres wybielały
Jak jego własne kości
Uwierzytelniło się sfałszowanie zmysłu.

Mieczem są jego ostre zęby
Kiedy kładę rękę na otumanioną
Głowę
Więzi imadło rozmigotanych
Kłów.

Ojcze, wyswobodź z tego bólu
bliskiego twojemu kresowi.
Piękny dzień nocy.
Serce ustanawia prawo
Przenika z półrozwartymi ustami
Gotowe by ukąsić

opustoszałą ciągłość

 

II

To co pisane nie jest teatrem tak jak ja nie mam nic wspólnego z dramatem.
Zabije i jeden pocałunek jeśli miłość nie stanie się śmiercią, zwyczajną jak kroki zejścia.
Coś kieruje mnie do wolności: to dziecięcy strach przed skrzynią pełną bezsennej woli.
Pasma gór krzyżują się z paniką w ogrodzie zamieszkałym przez repetycję godną pożałowania. Nic nie przypomina zalanych słońcem popołudni. Czekam na ławce, naprzeciw Instytutu, pewna, to spotkanie będzie krytyczne. Nic nie odczuwam, gdy patrzę na gruzy mojego uwięzienia.
Skała nie ma nic wspólnego z rozżarzoną masą, apogeum wściekłości, tak długo jak trwa ta furia.
I gdy powoli żegna się z ciałem zamienia się w taniec, do którego prowadzą rozsierdzeni współmieszkańcy.

 

III

(Widmo miłości)

Widziałam moje czyny jak tańczą na plaży. Oto i miecz, oznajmiłam podstępowi. Nie chłostaj widma czarnych wód, nie zamykaj oczu w przejrzystej tafli nad zatopionym krajem. Nie wyrzekaj się języka, którym dawniej mówiono. Nie hołduj zawiei, ciemności ni suszy. W wodę podążaj za niebiańskim ojcem, który doznaje uczucia, gdy kryształowa trwoga wibruje.

 

z tomu „26 Wierszy”, 2004, 
tłum.: Leszek Paul

Śmiech

 

Veroniki Dalakoura

Śmiech

 

Na płycie nagrobnej nie odnotują przyczyny.
Rażąco biała jak ona, pofrunie ze skowytem, rozgrzebując żwir i zielsko. Wiosna się rozkruszy a cement straci swoją moc. (Rozłąka ta uczyni stratę solidnej przyczyny przesądzoną.)

To wszystko takie okrutne, okrutne i srogie. Szła do przodu nie odwracając głowy a ja podążałam za nią wzrokiem: jej plecy odbijały się w lustrze.

Niepokojąco nieczuła siostra niebieska wskazywała swą postawą jakże bezużyteczne jest zmęczenie i miłość.

 

z tomu „26 Wierszy”, 2004, 
tłum.: Leszek Paul

Zapomnienia okres dojrzewania

 

Kiki Dimoula

Zapomnienia okres dojrzewania

 

Czekam chwilę
niech ściemnią się różnice i obojętności
i otwieram okna. Nic pilnego
robię to po to by się ruch nie wypaczył.
Głową pożyczoną od mojej byłej ciekawości
kręcę. Właściwie to nie kręcę.
Dobry wieczór usłużnie mówię wszystkim tym pochlebcą
lęku, gwiazdom. Nie, właściwie nie mówię dobry wieczór.
Mocuję spojrzeniową przędzą
srebrne guziczki odległości
niektóre się już odpruły drżą i zaraz spadną.
Nic pilnego. Robię to tylko po to, by odległości
okazać wdzięczność za jej ofertę.

Gdyby nie było odległości
zmarniały by odległe podróże
na skuterze przywożono by nam do domu jak pizzę
wszechświat, na który taki apetyt miała nasza ucieczka.
Jak pijawka przyssana do grzbietu
młodości byłaby starość
babcia wołały by mnie od mojego świtu
i wnuki moje i moja namiętność.
A gwiazdy? czym byłyby
bez wsparcia odległości.
Jakimiś ziemskimi srebrami świecznikami popielniczkami
do których kopcące jak smok bogactwo strząsałoby popiół
a podziw inwestował swoje przeszacowanie.

Gdyby nie było odległości
na ty zwracałaby się do nas tęsknota.
Nieliczne teraz wstydliwe jej spotkania
z naszą mnogości potrzebą
fatalistycznie nasiąkłyby
ulicznym językiem pospolitości.

Oczywiste, bez odległości
odległą gwiazdą nie byłby ten ktoś bliski
na zbliżenia przychodziłby pierwszorzędne
tylko dwa kroki dzieliły by sny
od jego zarysu.
Podobnie tuż przy nas pozostawałaby
duszy ostateczny odwrót.
Po co ta cała włóczęga. Puste
miejsce jest przecież. Zejść żyć moglibyśmy
do piwnicy – naszego ciała
a dusza z swoim mitem i jego bambetlami
transmigrowałaby do bytu.

Odległości, gdyby nie było ciebie
łatwiej dużo by przeszło
dużo szybciej w ciągu jednej nocy zaledwie zapomnienie
trudne przewlekle swoje dojrzewanie
to które dla eufonii nazywamy pamięcią.

Właściwie to nie pamięć. Mocuję
spojrzeniową przędzą podobieństwa
odpruły się drżą i zaraz spadną.
Właściwie to nie mocuję. Usłużnie kręcę się
wokół tych pochlebców czasu
których dla zwięzłości nazwałam pamięcią.
Właściwie to nie pamięć. Dostarczam spadającym gwiazdom
przedłużone unicestwieniem. To pilne.

 

z tomu „Zapomnienia okres dojrzewania”, 1994
tłum.: Leszek Paul

Wrogie pojednanie

 

Kiki Dimoula

Wrogie pojednanie

 

Dziś wieczorem bielsze zdają mi się twoje włosy
skołowaciała gdy czeszę je myślami.

Co ci się stało? Postarzyła cię liczność fotografii
a może nagadała ci na mnie
moja zjadliwa wina.

Zawzięta powódka.
Ona nauczyła mnie być winną tak rozrzutnie.
Winną nawet że od ognia drzewo się zajmuje
ogień od wody gaśnie albo nasycenia
winną że dzień jedynie jeden dzień żyje
że świergot jest przywilejem ptaków
że w końcu nie przychodzi młodość
że przychodzi najpierw
wtedy gdy sami z siebie jesteśmy tacy młodzi.

Nie słuchaj jej, ja nie żyję, drepczę tam i z powrotem
moje fale rzucają mnie na fale moje.
Nie żyję, wypielam: wir z wirów.
Czystym go zostawię gotowym dla następnych.

Płacę składki, ślepo służę mrocznemu
słowu temu – szarlatanowi alchemikowi – mieszam
wrzenie jego potęgi.
Zioła parzy z głębokich
korzeni życia i z korzeni abiotycznych.
Witaminy ślepej kontynuacji.

Niezłomność czytasz na etykietach flakonów
To nie niezłomność. To pojednanie
wrogie między życiem a bezżyciem.

Ślepy jest czeladnik alchemika szarlatana.
Zamracza ból utrapiony
przejściowym. Czego więcej chcesz no czego
to on nakłania
te matki całe w czerni by żyły
by dalej żyły by żyły aż do głębokiej starości
grobu własnych dzieci.

On sam zamroczył i mnie
pierwszej nocy gdy poznałam
pustą twoją poduszkę
by z nią spać.
Niemniej spałam głęboko
błogo od czasu do czasu rozdrażniona swojsko
jakby gdzieś obok ciągle jeszcze trwała całonocna
kłótnia kołysanka
którą urządzał mój zrzędliwy słuch
twojemu delikatnie tkanemu chrapaniu
– nie była traciłeś powietrze.

Spałam.
Z całą pewnością doniesie ci o tym
zjadliwa moja wina.

 

z tomu "Zdroweś Nigdy", 1988
tłum.:Leszek Paul

Rozpacz Penelopy

Yannis Ritsos

Rozpacz Penelopy

 

Nie to, że w świetle paleniska go nie rozpoznała; to nie
łachy żebraka, przebranie, nie; bezsporne znaki:
szrama na kolanie, tężyzna, podstęp w oczach. Przerażona
lepiąc się do ściany, jakiejś wymówki szukała
jakiegoś jeszcze przedłużenia chwili, by nie odpowiedzieć
by się nie zdradzić. To dla niego, dwadzieścia lat straciła
dwadzieścia lat oczekiwania i marzeń, dla tego tutaj żałosnego
broczącego krwią siwobrodego? Bez słowa padła na krzesło
spojrzała na ziemię, na zabitych zalotników ospale, jakby
martwe własne pragnienia oglądała. I – Witaj w domu- powiedziała
słysząc obcy, odległy swój głos. W kącie, krosno
strop kratami cienia zapełniło; ptaki, ile ich tylko utkała
czerwonymi, lśniącymi nićmi, w zielonych listowiu, nagle
tej nocy jego powrotu, obróciły się w popiół i czerń
lecąc nisko na płaskim niebie kresu jej niezłomności.

Leros, 22.09.1968

z tomu „Powtórzenia”, 1969, 
tłum.: Leszek Paul

Αριστέα Παπαλεξάνδρου

Aristea Papaleksandrou urodziła się w 1970 w Hamburgu. Studiowała w Akademii Muzycznej a następnie Nowogrecką Filologię Średniowieczną. Zajmuje się też zajmuje się badaniami nad krytyką powojennej poezji greckiej. Wykłada Historię Literatury w Fundacji Petrou Charis przy Akademii Atenskiej. Debiutowała w 1997 na łamach dwumiesięcznika Γράμματα και Τέχνες. Jest autorką 5 tomów poetyckich i lauretką prestiżowej nagrody Akademii Ateńskiej Fundacjii Petrou Charis za tom „«Μας προσπερνά» (Εκδόσεις Κέδρος, 2015).

“Mija nas”,  Μας προσπερνά, Κέδρος (2015)
Υπογείως, Τυπωθήτω (2012)
Ωδικά πτηνά, Τυπωθήτω (2008)
 Άλλοτε αλλού, Νεφέλη (2004)
Δύο όνειρα πριν, Μανδραγόρας (2000)

 

◊ Wiersze z tomu Ωδικά πτηνά
http://www.poeticanet.com/songbirds-a-51.html

◊ Piosenka Michalisa Kalogeraki do wiersza “Υπογείως
https://www.youtube.com/watch?v=aqWk2yXbQtY&feature=youtu.be

◊ Aristea Papaleksandrou czyta swoje wiersze
https://www.youtube.com/watch?v=NTnzoxbBtzc

Βερονίκη Δαλακούρα

– Veroniki Dalakoura urodzila się w Atenach w 1952 roku. Studiowała Prawo i Geografię społeczno-ekonomiczną. Jest autorką licznych tomów poezji oraz tłumaczeń. Jest jedną z ważniejszych poetek tak zwanego „Pokolenia70”. G. A Panagiotou w swojej antologii „Pokolenie lat 70” pisze: „W systematycznej, chronologicznej kolejności pierwszą decydującą dla jej istnienia warstwą jest zwątpienie z odpowiadającym mu i zasilającym je ruchem Beat Generation. Podawany jest w wątpliwość ogół tradycyjnych ideologicznych i społecznych wartości razem z wszystkimi nowymi estetyczno-literackimi prądami, powstającymi według ich własnej formuły. Jest to przymus, który nieraz graniczy z anarchistycznym bełkotem, lub bunt bez konkretnego obiektu, przeciw któremu mógłby się zwrócić i go zburzyć.” *
Poezję Dalakoury wyróżnia nie tylko silny wątek erotyczny oraz „spirytualny” ale również zacieranie granic między tradycyjnym wierszem a prozą poetycką czy krótkimi formami naracyjnymi. Należy ona do dość szerokiego nurtu nazywanego Paralogizmem, często tłumaczonego jest jako poezja absurdu. Jak bardzo absurdalne czy surrealistyczne mogą wydawać się te wiersze, rządzą się one własną spójną, wewnętrzną logiką. Paralogizm był również odpowiedzią na cenzurę oraz na dominujący, nawet do dzisiaj, tradycyjny obraz kobiety i jej roli w greckim społeczeństwie. Niektórzy krytycy nazywają ją wręcz “papieżem” paralogizmu. Poezja Dalakoury, trudna do jednoznacznej interpretacji, konstruowana w taki sposób, że wymyka się jednoznacznej interpretacji. Sny, fantazje, fałszywe cytaty, pseudo a może rzeczywiste traumy mieszają się.
Z dumą powiedziała mi kiedyś, że wielu krytyków nazywa ją mątwą (sepią), która wypuszcza ciemną maskującą ciecz w chwili, gdy zdaje ci się, że już masz ją w ręku.

„Karnawałowicz”, Καρναβαλιστής, Κέδρος (2011)
„26 Wierszy”, 26 ποιήματα, Άγρα (2004)
„Obraz Hodlera”, (zbiór opowiadań), Ο πίνακας του Χόντλερ, Άγρα 2001
„Okrutne Anielskie Ognie”, Άγρια αγγελική φωτιά, Άγρα (1997)
„Dni rozkoszy”, Μέρες ηδονής, Φόρμα, 1991
„Zabawa końca”, (zbiór opowiadań),Το παιχνίδι του τέλους, Νεφέλη (1988)
„Sen”, Ο ύπνος, Νεφέλη (1982, 1995)
„Schyłek erotyzmu”, Η παρακμή του έρωτα, Διογένης (1976)
„Wiersze 1967-1972”, Ποίηση (67-72), Αθήνα  (1972)


*Mario Vitti: „Historia literatury nowogreckiej”, przekład: J.Wegner, M.Czarnocińska, K.Rowińska, wydawnictwo DiG, Warszawa 2015


Wiersze Veroniki Dalakura w tłumaczeniu na język angielski

http://www.poeticanet.com/dalakoura-veroniki-c-23.html

http://poets.gr/en/poets/dalakoura-veroniki