Dwa wiersze Zefi Daraki z tomu „Ciało bez wytrychu”

Zefi Daraki

Niecierpliwa śmierci

Tak blisko twoje włosy
teraz gdy na czole wstaje
twoja noc Ofelio

Tak bardzo tak nieszczęśliwa i pijana
z tym nędznym uśmiechem
na stopniach otchłani

rozmawiał z tobą tamten
ten z tym tak rzadkim niegdyś śmiechem
z tym niegdyś światłem
które odchodząc
drżało w objęciach

Nie poznaję cię Horacjo
z tą szkarłatną czupryną
gdy próbujesz powstrzymać
skok księcia w dół
gdzie wznosi się gwiaździsta królowa

A Ofelia
niecierpliwa śmierci
nieświadoma w wodach kukułki
zmierzchem spowija pieśni

Mówiłeś mi

Tak łatwo płaczesz
jakby istniał
od dawien dawna
płacz wzniesiony w tobie

i z wolna
się zapada

Mylę niewytłumaczalne z boskim

Veroniki Dalakoura

Mylę niewytłumaczalne z boskim // Μπερδεύω το ανεξήγητο με το Θείο

I

NIEDZIELNY wieczór.
Ciemny las ze strzelistymi drzewami.
Słyszę jęki z niewidzialnych rdzeni
Myślę — tutaj kiedyś była łąka.

Mijamy bagno pełne błota.
W nim milczący zażywają swojej kąpieli
Nieskalani poddawani próbie
Wychwalają swego Boga.

Coś jeszcze pozostaje.
Stajemy przed zamkniętymi drzwiami
Próbie stawimy stanowczy opór
W przeciwnym razie nikt z nas stąd nie wyjdzie.

Dzieci podpierają je własnymi ciałami.
Poganiają nas,
„Szybko, widzą was!
Biegnijcie — otworzą się lada chwila”.

Obrzydzenie.
Wszystko puste (szturm?)
Pułapka czy wyjście
Budzę się z wielką trwogą.

II


NIC nie jest jasne w tej przychodni.
Deszcz zasnuwa szyby
Szepcą w rzeźni
W białkach ich oczu gromadzą się gąsienice

Wystrzeliwuje w kolejnym kroku
Kieruje się ku ogromnym równinom
Tam gdzie prawią o dniu onym
I kości lśnią rozsiane.

Mówię do siebie: Zwierzę nie prowadzi cię
Ani zielony wiatr ani popiół
Sól rzuć na zgliszcza
Tutaj nie ma miłości — powiedzą.

KTOŚ

Nana Isaia

KTOŚ // ΚΑΠΟΙΟΣ

Niech nam ktoś powie
                czy właściwe było to co się stało
                               i czy my jesteśmy
                                               tymi którymi powinniśmy być…
                               Ktoś którego umysł
                mieściłby smutek.
Ten już bez racji bytu.
                Strach podważa rozliczenie.
                               Kim my jesteśmy, w jakim czasie?
                                               W dłoniach mam skałę.
                               W głębi jakiegoś błękitu.
Nieokreślona namiętność nieba.
                Piszę jedynie o sumie jednego pustego lata.
                               Ktoś którego umysł mieściłby również zapomnienie.
                Podobnie jak my sami z przedmiotami.
I z odpowiednimi naszymi słowami.
                               W nikłym świetle.
                                               Niech ktoś nam powiedzie gdzie jest grób.
                               Moje kroki zawsze omijają
                jakiekolwiek rozmyślanie o śmierci.
A ty wyśmiewcą
                straconej odsłony nieskończoności.
                                               Ty nie umiesz widzieć.
                              Więc ktoś nam musi powiedzieć.
Czy jesteśmy tymi.
                Winnymi epoki
                               jesiennej nudy.

Listopad, 80

Nana Isaia

Nana Isaia – Νανά Ησαΐα– (1934–2003) – grecka poetka, malarka, tłumaczka i krytyczka literacka, urodzona w Atenach. W latach 1959–1963 studiowała malarstwo. Brała udział w sześciu ogólnogreckich wystawach malarstwa, a w 1974 roku miała pierwszą wystawę indywidualną w ateńskiej Galerii „Ora”.

Jej poezja koncentrowała się na doświadczeniu przemijania, samotności, emocjonalnego wyobcowania oraz relacji międzyludzkich, szczególnie erotycznych. Krytyk literacki Alexandros Argyriou podkreślał charakterystyczne dla jej twórczości „oczyszczanie” emocji i przekształcanie ich w zdystansowaną refleksję nad pustką, bólem i samotnością. Ważnym elementem jej poetyki było spojrzenie na własne doświadczenie z dystansu – jak na doświadczenie drugiej osoby.

Jej dorobek obejmuje malarstwo, poezję, prozę, przekład, esej i krytykę literacką, co czyni ją ważną i wielowymiarową postacią powojennej kultury greckiej. Zmarła w Atenach w 2003 roku.

na ilustracji: Autoportret z żółtą wstążką we włosach.

Kiedy myślisz o swojej karierze

Nikolas Koutsodontis

Kiedy myślisz o swojej karierze
/ΟΤΑΝ ΣΚΕΦΤΕΣΑΙ ΤΗΝ ΚΑΡΙΕΡΑ ΣΟΥ/

Płaczesz, mój kochany
twoja poduszka przemokła, a łzy
kreślą linie na milimetrowym papierze
twojej twarzy.
Niewinna architektura
tak jak ją zaprojektowała mglistość
gwałtownej teraźniejszości.

Gdy porzucasz malowanie ściany
ziemnymi kolorami plastra miodu— zajęło ci całe popołudnie —
trenujesz jak zawsze swoją zdolność
by oddać się miłości miękki
jak ręczniczek do twarzy.

Odsuwam szyję byś mógł oddychać
swobodnie jak puszcza
podaję ci telefon — sprawdź
wyniki wyborów w gminach
o różnych progach podatkowych— może się jakoś uspokoisz.

Nie czytaj
o wysypiskach ubrań fast fashion
na afrykańskich równinach
ani o smogu.

Dniami i latami szukamy
spokoju który ukrywa się
w motorówce płaczu.

z tomu Ίσως φύγεις στο εξωτερικό [Μoże wyjedziesz za granicę], Θράκα, 2024, tłum.: Leszek Paul

Co ci mówię, kiedy budzisz się naburmuszony

Nikolas Koutsodontis

Co ci mówię, kiedy budzisz się naburmuszony
/ ΤΙ ΣΟΥ ΛΕΩ ΟΤΑΝ ΞΥΠΝΑΣ ΚΑΤΣΟΥΦΗΣ/

Nie z ambicjami kanarka
obok błękitnej mieszczańskiej lodówki
lecz mali, bardzo mali
w ciepłej historii naszego łóżka
gdzie śpisz
wypalony jak bizantyńska ikona
od kadzideł w pływającym kościele.

W porannej ciszy pokoju
cały
zwinięty w szarość — kromka
chleba jaśminowego
i jak koc pozostawał nieruchomy przez wiele godzin
wilgotny, przesiąkły jakby od obłocznej stacji benzynowej
a twoje oddechy — stada małych ptaków
przy betonowym pojniku.
Zbliżam się wtedy po cichu do twego ucha
by ustami swoimi je ulepić,
z twoich pięści zrobić małą doniczkę
przy ustach spokoju
zmieszanego z pyłem snu,
który czyni cię tak zabawnym.

z tomu Ίσως φύγεις στο εξωτερικό [Μoże wyjedziesz gdzieś za granicę], Θράκα, 2024, tłum.: Leszek Paul

Nikolas Koutsodontis

Nikolas Koutsodontis — Νικόλας Κουτσοδόντης — poeta i tłumacz pochodzący z Andros, studiował socjologię na Pantejskim Uniwersytecie Nauk Społecznych i Politycznych. Jest autorem trzech tomów poetyckich:

Χαλκομανία [Chalkomania] 2017; wyd. Thraka 2024

Μόνο κανέναν μη μου φέρεις σπίτι [Tylko nie przyprowadzaj mi nikogo do domu], wyd. Thraka, 2021; wyd. 2: 2023

Ίσως φύγεις στο εξωτερικό [Μoże wyjedziesz za granicę], wyd. Thraka, 2024

Jego debiutancki tom poetycki, Chalkomania, znalazł się wśród nominowanych do nagrody dla najlepszego debiutu poetyckiego przyznawanej przez magazyn Anagnostis. W 2018 roku otrzymał pierwszą nagrodę w konkursie poetyckim im. Giorgosa N. Kartera, organizowanym przez Fundację Aikaterini Laskaridis (ex aequo z Lenią Zafeiropoulou).

Był redaktorem pierwszej Antologii greckiej poezji queer (2023), przygotowanej we współpracy z Fundacją Róży Luksemburg (oddział grecki).

Jest członkiem Kręgu Poetów i Sieci Literatów, a w 2024 roku wszedł w skład zarządu Towarzystwa Literatów w Salonikach.

Podróż na Andros

Nikolas Koutsodontis

Podróż na Andros
/ΤΑΞΙΔΙ ΣΤΗΝ ΑΝΔΡΟ/

Wiedz że przez całe popołudnie
jedyną przemianą będzie blask twoich oczu
pośród morw i lwich paszczy
wyrastających w brukowanych zaułkach.


Poprowadziłbym cię za rękę tam, gdzie kiedyś
był las dębowy
a stare kobiety
kiedy wracały z domów w Smyrnie, po drugiej stronie,
gdzie prały dla ambasadorów jankesów
i szykownych Andryjczyków z diaspory
rodziły dzieci — pięć, siedem, osiem —
i po kryjomu ruszały ku kamiennym tarasom
dźwigać ciężary żeby spadło
to dziewiąte. Przypadkiem.


Zwykliśmy palić na podwórzu kufry
ramy zżarte przez korniki babcine spódnice
fotografie dalekich wujów w trumnie
zostawiliśmy
porzuconą w polu skrzynkę z narzędziami
syna który nauczył się szewstwa
a od urodzenia pasał owce
aż do młodości u Alamanosa doił z synem
pani Andriany i czasem
gdy podkręcał go szewski chłopak
i dotykał
zrzucali w grocie swoje gałgany
i dwie pary białych pośladków świeciły
jak kości mątwy na kamykach.

To między wojnami. Ten opasły chłopiec
wysoki rumiany kawał chłopa
zaciągnął się na statek i w trzy lata
rozbił sobie wnętrzności. Ciężki wypadek
i od tamtej pory nic dobrego go nie spotkało
nie było wtedy możliwości
rozumiesz…

Tego drugiego los potraktował łaskawiej
czy to dlatego że zrywał liście cytryny które pop
rozsypywał w kościele
czy że tylko za kieckami się oglądał
nigdy pracy nie przypłacił zdrowiem
i dożył sędziwego wieku z pokaźną sumką.


Katerina straciła rozum
i o czwartej trzydzieści siedem nad ranem
wali do drzwi domu, który co dwa miesiące otrzymywał listy okrętowe
Światła się zapalają
sirocco grabi siwe włosy
w środku po kamiennych schodach
schodzą lokatorzy
i otwierają aż po głębokie zmarszczki
aż po zmarłego męża dwa pokolenia wstecz.
W niedbale narzuconym szlafroku
patrzy na nich blado
tak że młodzi turyści
pisali potem opinie
jeszcze nieźle osłupiali.


Kiedy zapada zmierzch
i pomarańczowy kolor zaczyna znikać
jak klienci w małej podmiejskiej tawernie
idziemy dalej po schodach i widzę
u stóp puls, twoje falujące ciało.

Jestem wrośnięty w ten krajobraz, trzymasz mnie
a uśmiech nie gaśnie.

z tomu Ίσως φύγεις στο εξωτερικό [Μoże wyjedziesz za granicę], Θράκα, 2024, tłum.: Leszek Paul

od tłumacza: Andros od XVIII wieku była ważnym centrum żeglugi handlowej, a jej mieszkańcy bogacili się dzięki handlowi morskiemu. Długotrwała nieobecność mężczyzn pracujących na statkach ukształtowała specyficzny model życia społecznego, w którym kobiety przejmowały główną odpowiedzialność za dom i rodzinę. Z tego doświadczenia narodziła się kultura „czekania”, pełna emocji i niepewności. Motyw ten silnie przeniknął do literatury i sztuki, szczególnie w twórczości Ioanny Karystiani. Jej powieść „Mikra Anglia” oraz jej filmowa adaptacja ukazują życie na Andros jako egzystencję między rozłąką a nadzieją na powrót.

Definicja

Christos Siorikis

Definicja
Ο Ορισμός

W tej chwili
mam w plecaku
trzy klucze:
do domu
do ukochanego
i do domu na wsi
Trzymam więc
świat w swoich rękach.
Docieram do domów
na wszelkie sposoby:

pieszo
taksówką
królewskim powozem
ponaddźwiękowym samolotem

Popełniłem ogromny błąd
Śmiejcie się ze mną

[Rozwiązaniem było…]

Christos Siorikis

[Rozwiązaniem było…]
[Η λύση ήταν…]


Rozwiązaniem było
zetrzeć twarz
— dla mnie to tylko linia
dla niego to jego ciało

Niebo
wyzwanie dla trzeciego wymiaru
cień przynosi noc
i wystarczy jedna blizna
by stała się linią horyzontu