[Morze, jesteś moim sekretem…]

Zefi Daraki

Leszkowi Paulowi

Morze, jesteś moim sekretem,
ja samotną łodzią,
płynącą pod chmurami budzącego grozę spokoju…
O błękitne, błękitne, błękitne
moje błękitne pierze, chroń mnie
w mojej podróży,
bym zobaczyła, jaki sen widzi
dno nieba…

Skrupulatności

Kiki Dimoula

Skrupulatności / ΣΧΟΛΑΣΤΙΚΟΤΗΤΕΣ

Niegdyś i Wtedy.
Jedno i drugie — czasem
jedna prawda jak kłamstwo.

Bez żadnej okoliczności łagodzącej
pędem oddaliły nas
od dopiero co.

Jednak bardziej winię Niegdyś.
To ono przywiodło nas
do bardziej chaotycznej ciągle odległej nieokreśloności
tak bardzo że jednemu życie nie dane było
zapatrzeć się w drugie

a ja też się oddaliłam
tak bardzo że nie widzę czy jestem czyjaś
nawet własnego ciała
ciepłym wspomnieniem

Wyrzekam się Niegdyś
Wtedy się oddaję łudzę się

że każde Wtedy
jest bardzo blisko moich teraz
jakby tylko dwa kroki miały dzielić
„mam” od „straciłam”.

A skoro tak jest
jeśli różnice tak gorąco są sobie bliskie
jeśli ciągle kochają się „mam” ze „straciłam” —

to dlaczego więc
nie trzymasz mnie już za rękę?

I ty, Prawdo — dlaczego tak kłamiesz?
I ty, Nieprawdo — dlaczego nigdy prawdą się nie stajesz?

Wieniec cierniowy

Roksani Nikolaou

Wieniec cierniowy // Αγκάθινο στεφάνι

Obudziłam się z wrażeniem że ktoś płakał.
Usiadłam na łóżku trzymając się za głowę.
Echo płaczu osiadło w moich uszach.
Nie wiedziałam kto i dlaczego.
Odległość od ostatniego domu była względnie duża
i znałam każdy płacz mieszkańców ogrodu.
To był płacz nieznajomego.
Wstałam by się umyć.
W głębi lustra zobaczyłam zgarbioną kobietę zbierającą
ciernie które spadły z ogołoconego wieńca na moim czole.
„Przebacz im moja duszyczko” dukała,
„boć nie wiedzą co czynią odpuść im
raz jeszcze zrobisz wieniec,
spójrz ileż to cierni zebrałam
dla ciebie”

Fantasmagoria

Roksani Nikolaou

Fantasmagoria // Φαντασμαγορία

Ten który plecie sznur i ten który go rzuca i ten którygo chwytaby się wydostać i ten który go popycha by spadł i tenktóry spadai ten który ryje w ścianach szukając swojego imienia iten który je grzebiei ten którego gasnące rzężenie odbija się w cielepobliskiegoi ten kto śni że daleko, daleko poza rowem,
istnieje fantasmagoria dnia i nocy.

Nie skrzywdzić

Roksani Nikolaou

Nie skrzywdzić // Να μην αδικήσω

Nie skrzywdzić człowieka
ani zwierzęcia, uskrzydlonego, rzeczy
zakorzenionej w ziemi, martwej
żywej z obciętymi korzeniami
albo zatopionej głęboko w wodach płynących
grzęzawiskach, spokojnych, rozhukanych.

Nie skrzywdzić człowieka,
ani zwierzęcia, uskrzydlonego, rzeczy
zakorzenionej w ziemi, martwej
żywej

nie skrzywdzić, Boże mój,

godziny dziewiątej,
ani trzeciej dwadzieścia pięć,

ani żadnej godziny dnia czy nocy.

Styczeń jest okrutny,
i luty
lecz nie,
nie skrzywdzić
nawet miesiąca.

Poniedziałku czy wtorku
ani dnia
wiatru czy ognia
ani koloru.

Nie skrzywdzić

ziemi, którą byłam,
popiołu.

Roksani Nikolaou

Roksani Nikolaou – Ρωξάνη Νικολάου – urodziła się w 1965 w Limassol. Studiowała archeologię w Heidelbergu oraz scenografię w Atenach. Opublikowała trzy zbiory poezji. Ostatni tom wierszy Boży szaleńca magnetyzm był nominowany do Państwowej Nagrody Literackiej w roku 2023. W 2024 roku ukazał się jej pierwszy zbiór krótkich form prozatorskich „Οι Ερχόμενοι” (Nadchodzący).

  • Wiersze 1991-1999, Ποιήματα 1991-1999, 2000),
  • Ψαλιδιστής, Τεχνοδρόμιο, 2018
  • Σαλός Μαγνήτης, Φαρφουλάς 2022.

Ciała, kiedy śpią razem

Eftihia Panagiotou

Ciała, kiedy śpią razem // Τα σώματα, όταν κοιμούνται μαζί

Śmierć nie może być utożsamiana ze snem
chyba że jest drugim życiem
to, co zamyka się za zaciśniętymi powiekami
i odbija się echem w całonocnym czuwaniu z piersi.
Coś co jak słownik sanskrycki
przerywany nerwowymi zegarami.

Śmierć nie jest snem, gdy istnieje ruch, gdy istnieje
przemiana,
i sen śmiercią rzecz jasna.
[z wyjątkami].

Więc śpij, lub obserwuj ciało leżące obok
z pilną moralnością świetlika.
Jego palce przemierzą prześcieradło,
całun rozsądku.
Prędzej czy później przenosi się na twoją stronę,
rozwiewa wątpliwości żarem.

Niewola waszego snu sanskryckie krajobrazy
które jedynie wy
pojmujecie.

język potrzebuje młodości, metafor ciała.

Tak więc dla dobra niewdzięcznych, niewiernych, cyników.
znajdź inną dla snu metaforę
bo w śmierci jesteśmy zupełnie sami.

Tkaczki

Eftihia Panagiotou

Tkaczki // Οι υφάντρες

Schwytane w niesławnym wierszu.
Ich włosy młócą łowcy głów.
A w ustach — ostrze, kara dla chłopa,
stryczek i strach, przekupny jak przyjaciel

Ich echo knebluje Głosomierz donosiciel.
To tylko dźwięki, powiedzą — nie wszystkie się słyszy.
Okna się zamyka i drzwi na klucz
a grób zbliża się do przypadkowego przechodnia.

Jedynie sopran dramatyczny
ogłasza fryzjera koszmarem.
Ręka taczki wzniesie się,
tam gdzie jej nowe ciało przebija
różowy krzyż satrapy.

Na herze w Mechico, pustynia, zagony.
Deszczem jest ziarno, zaciska ich gardła.
Rozczesują się panny młode i w oczach wata.
W twoim głosie bezmierny smutek. I Bach.

// od tłumacza: od 1993 roku w Ciudad Juárez dochodziło do masowych morderstw kobiet. Większość z nich przed śmiercią pracowała w przygranicznych fabrykach. Dziś w miejscu odkrycia nielegalnego cmentarza stoją różowe krzyże. //

jej słowa są kośćmi

Eftihia Panagiotou

jej słowa są kośćmi // οι λέξεις της είναι οστά

język lśni między niepowiązanymi słowami.
ciało rozkruszone, spragnione jedności.
szukam dłoni, by wypełnić moją rękawicę.
niebezpieczną zabawą ta zabawa w pisanie
ty prosisz o uśmiech, wodę w lodzie
czy jakiś dziki kwiat by wyrósł na skałach,
w szczelinie.
Opłakiwana Kobieta
Picassa, rok 1937,
wyrosła i przemierza twoje plecy.
wspina się w górę i z powrotem teraz, na obrazie.
na ścianie krwawy galimatias;
osoba lub czas nieunikniony.
wspomnienie twoich oczu kiedy mogłeś płakać

naturalnie w sprzecznościach kryją się emocje, w próżni,
w ostrych dźwiękach, geografii,
w niedopowiedzianych historiach.
szukam dłoni, by wypełnić moją rękawicę.
mogłabym wykrzyknąć,
„człowiek na słońcu, człowiek na słońcu!”.
o cudzie potrafimy pisać
ale pan słoń się zbliża,
depcze mi dom
„wymaż go”, kiedyś przykazałeś, herr kochanku.

mogłabym

gdyby język nie był powietrzem między wersami.

spójrz,
wszystko jeszcze w powietrzu — lśni.

// od tłumacza: zamierzona przez E.P. zmiana tytułu obrazu Pabla Picassa „Płacząca kobieta”.//