Podróż na Andros

Nikos Koutsodontis

Podróż na Andros // ΤΑΞΙΔΙ ΣΤΗΝ ΑΝΔΡΟ

Wiedz że przez całe popołudnie
jedyną przemianą będzie blask twoich oczu
pośród morw i lwich paszczy
wyrastających w brukowanych zaułkach.


Poprowadziłbym cię za rękę tam, gdzie kiedyś
był las dębowy
a stare kobiety
wracając z posług w Smyrnie, po drugiej stronie,
gdzie prały dla ambasadorów jankesów
i szykownych Andryjczyków z diaspory
rodziły dzieci — pięć, siedem, osiem —
i po kryjomu ruszały ku kamiennym tarasom
dźwigać ciężary żeby spadło
to dziewiąte. Przypadkiem.


Zwykliśmy palić na podwórzu kufry
zżarte przez korniki ramy babcine spódnice
fotografie dalekich wujów w trumnie
zostawiliśmy
porzuconą w polu skrzynkę z narzędziami
syna który nauczył się szewstwa
a od urodzenia pasał owce
aż do młodości u Alamanosa doił z synem
pani Andriany i czasem
gdy podkręcał go szewski chłopak
i dotykał
zrzucali w grocie swoje gałgany
i dwie pary białych pośladków świeciły
jak kości mątwy na kamykach.

To między wojnami. Ten opasły chłopiec
wysoki rumiany kawał chłopa
zaciągnął się na statek i w trzy lata
rozbił sobie wnętrzności. Ciężki wypadek
i od tamtej pory nic dobrego go nie spotkało
nie było wtedy możliwości
rozumiesz…

Tego drugiego los potraktował łaskawiej
czy to dlatego że zrywał liście cytryny które pop
rozsypywał w kościele
czy że tylko za kieckami się oglądał
nigdy pracy nie przypłacił zdrowiem
i dożył sędziwego wieku z pokaźną sumką.


Katerina straciła rozum
i o czwartej trzydzieści siedem nad ranem
wali do drzwi domu do którego
co dwa miesiące
przychodziły listy z morza
Światła się zapalają
sirocco grabi siwe włosy
w środku po kamiennych schodach
schodzą lokatorzy
i otwierają aż po głębokie zmarszczki
aż po zmarłego męża dwa pokolenia wstecz.
W niedbale narzuconym szlafroku
patrzy na nich blado
tak że młodzi turyści
pisali potem opinie
jeszcze nieźle osłupiali.


Kiedy zapada zmierzch
i pomarańczowy kolor zaczyna znikać
jak klienci w małej podmiejskiej tawernie
idziemy dalej po schodach i widzę
u stóp puls, twoje falujące ciało.

Jestem wrośnięty w ten krajobraz, trzymasz mnie
a uśmiech nie gaśnie.

z tomu Ίσως φύγεις στο εξωτερικό [Μoże wyjedziesz gdzieś za granicę], Θράκα, 2024, tłum.: Leszek Paul

od tłumacza: Andros od XVIII wieku była ważnym centrum żeglugi handlowej, a jej mieszkańcy bogacili się dzięki handlowi morskiemu. Długotrwała nieobecność mężczyzn pracujących na statkach ukształtowała specyficzny model życia społecznego, w którym kobiety przejmowały główną odpowiedzialność za dom i rodzinę. Z tego doświadczenia narodziła się kultura „czekania”, pełna emocji i niepewności. Motyw ten silnie przeniknął do literatury i sztuki, szczególnie w twórczości Ioanny Karystiani. Jej powieść „Mikra Anglia” oraz jej filmowa adaptacja ukazują życie na Andros jako egzystencję między rozłąką a nadzieją na powrót.

Jakby mnie kochali

Pavlina Pampoudi

Jakby mnie kochali // Σαν να με αγαπάνε

Stary koc, cały pełen ciepła
Jakby mnie kochał
Tak jak wcześniej ciepła woda na dłoniach
I tamten delikatny wiatr na szyi, jeszcze wcześniej
Widmo oddechu —

Nawet to, co daremne — tamto
Które mnie szuka zawsze, wszędzie
Wszystko

Wszystko, jakby mnie kochało —

Przemija

Pavlina Pampoudi

Przemija // Περνά

Mija godzina, minęły lata
Wielbłądy przez ucho igły —
Mijamy znów i my wiatry
Historii; balansując w powietrzu
Na marmurowych poziomych murach
Które wyznaczają terytorium światów
Ciągniemy za sobą widma
Z dźwięków trąb, wycia
Bębnów, rżenia koni, głosów —

Co mamy pamiętać my, wiatry? Bitwy?
Jakie bitwy? Przecież nikt nigdy nie zwyciężył —

Twarze

Pavlina Pampoudi

Twarze // Τα πρόσωπα

Jak odlewy nieznanych świętych
Z tym samym wyrazem błogości lub męczeństwa
Twarze pogodne w śnie —
Jednak

Pod poduszką otwarta czaszka
Na przeszłość i przyszłość —
I wylewa się niewidzialnym strumykiem szara substancja
By nawadniać to, co zapomniane i to, co zapowiedziane —

Wiesz, lustrem jest
Wklęsłym albo wypukłym sen
Roztrzaskany, i rozsypuje
Z twojego wnętrza, twojego wnętrza
Podrapanego, zakrwawionego
Świat powracający bez dowodu —

W górskich lasach…

Veroniki Dalakoura

Dwa wiersze z tomu „Eufrozyna, wiersze dla małych dzieci”
Ευφροσύνη, Ποιήματα για μικρά παιδιά

II

W górskich lasach, ach, jak się cieszę,
coś pozostało, z tylu rzeczy, których nie poznałam.
Tracić coś nie jest miłością
lecz trójkątną pozostałością snu!
Ach, jak się cieszę, mówię, ukochane piekło
że mam jeszcze czego się nauczyć!

(Jedynie tylko raz nie wstał świt
jedynie tylko raz cię prosiłam i nie odpowiedziałeś
ukryte w górskich lasach.
Nigdy nie będzie czegoś równie cichego
co mogłoby sprawić, że szept w świetle ulicy stanie się
lampą przeciwnej miłości.)

IX

Nie dawała żadnego wyjaśnienia tak gdy chodziła
z ciężką głową
zanurzona w kałuży
Czasu.

Takiego chłodu
nigdy nie odczuwała.
I nie mogliśmy wydać nawet jednego
westchnienia jednocząc się z tymi którzy
wyrywali skrzydła z pleców
żądni zemsty połykali
jeden za drugim
samotną cichą otchłań

Z gliny ulepieni u jej wezgłowia
pisząc na dębowym stole
—-słowa
– gdzie je znajdę –
O, Grecki Słowniku!

Eufrozyna była jedną z trzech Charyt (Gracji), bogiń wdzięku, piękna i radości. Jej imię oznacza “radość” lub “wesołość”. W mitologii greckiej Eufrozyna wraz z siostrami Aglają i Talią towarzyszyły Afrodycie i Apollinowi, ucieleśniając przyjemności życia, szczęście oraz artystyczną inspirację.

Ciało

Theoni Kotini

Ciało
Σώμα

Ciało
zaledwie absolutnie materialne
niekiedy staje się niebiańskim.

Ten oksymoron ciała
by zapomnieć o swoich granicach
dokładnie w chwili, gdy je zagrabia,
stanowi niespełnienie miłości.

Ciało
istniejąc traumatycznie
w swojej przemijalności
walczy, by stać się innym.
Zabiera cię ze sobą w trud czasu,
by dopełnić się w swojej tożsamości harmonijnie
lub marginalnie rozbudzić się w nieznanym.

Dlatego jest tak kochane
w samotności, w towarzystwie,
w tak ogromnym swoim wyniszczeniu.

Wymieńmy,
wszystkie rzeczy, które stają się pieszczotą:
dłoń
i jego mały ruch na policzku,
ciche pęknięcie we wszystkich tych usprawiedliwieniach,
wspomnienie właśnie co ściętej róży
nieznośnie czerwonej,
czułość chwili.

W kafenio

Theoni Kotini

W kafenio
Στο καφενείο

Samotny siedzi na stołku przed wielkim oknem,
od lat już nad kieliszkiem pochylony
i szary dym dookoła
jak aureola zdezelowanej świętości go wymazuje.

Jest jednym z tych, których mijasz, a oni pozostają,
by w popielniczce piętrzyć papierosy,
podobnie jak godziny chcące w ruch wprawić dni.

Tak chudy, jakby z wolna wzbierało
całą pustką tego świata ciało,
na dłoniach blizny, poszukiwacza złota dziurawa żyła,
oddech odłogowy, w ciele wyschnięta studnia.

Jeśli na ciebie spojrzy, odwrócisz głowę,
smutek nierozpoznany powoli rozbija oczy
rzucające daleki cień w skrytą dal.

To godzina, kiedy niebo w górze na posągach milczy,
godzina, w której człowiek szuka wzroku człowieka,
by zapalić światło, pospiesznie docierając do domu.

Lecz on nie ma gdzie się ukryć, nawet w słowach,
jedynym spojrzeniem, które chwyta,
to przyzwolenie, zadowalające się przewagą.

W kawiarni mijasz go i zostawiasz
jak kamyk znaleziony na brzegu,
szarzejący, zbędny w słońcu,
patrzysz na niego, gładzisz go i oddajesz
głębi, by uległ zapomnieniu
nieznany odłamek.

[Celowo szła sama…]

Zefi Daraki

Celowo szła sama
spotykając cienie ciała
____________na nieznanych listowiach – jak dziecko
skrycie bawiące się samotnie
____________chłodne samooszukiwanie
daleko bardzo daleko
od ciężkich monet czynów
Z dala od rozjuszonych słów szafotów –
____________nie dają wyłonić się olśnieniu
jedynie dniem i nocą ukarane przez czyny
spętane bezsilne
widzą na swoim dnie ptaki
____________uduszone ich głosem

………………………………………………………………………………….

Gdyż monologowała nienapisane wiersze
które dysząc przeganiały
dławienie pisania
Majaczyła zbladły czas
dłubankę jego głuszy

Pada

Pavlina Pampoudi

Pada
Βρέχει

Deszcz pada niemiłosiernie
Pije nienasycona mięsożerna gleba
By wypuścić
Łzy i śmiech, hosannę, narzekanie —

Deszczem człowiek chrzci moją duszę.

Poczwarka poezji w trawie
Załamuje pamięć
Ile zmarnowanej przestrzeni
W próżni jednej smutnej myśli-