Athina Papadaki
Anonimowa
Sobotnia rutyna
sprzątam.
Kobieta otrząsana jak wszystkie
odbija się klęczącym strumieniem
w lśniących kafelkach łazienki.
Chcę byś tak mnie pamiętał: anonimową.
z tomu „Owieczka oparów”, 1983, tłum.: Leszek Paul
Athina Papadaki
Anonimowa
Sobotnia rutyna
sprzątam.
Kobieta otrząsana jak wszystkie
odbija się klęczącym strumieniem
w lśniących kafelkach łazienki.
Chcę byś tak mnie pamiętał: anonimową.
z tomu „Owieczka oparów”, 1983, tłum.: Leszek Paul
Kiki Dimoula urodziła się w Atenach w roku 1931, zmarła w 2020. Uznawana jest za jedną z najważniejszych postaci współczesnej greckiej poezji. Przez wiele lat pracowała w Narodowym Banku. Była żoną Athosa Dimoulas (1921–1985) wybitnego poety.
Debiutowała w 1952 tomem zatytułowanym „Wiersze”. Od tego czasu wydała 14 tomów poezji, większość w tak prestiżowym wydawnictwie jak „Ikaros” czy „Gallimard“. Jest laureatką licznych nagród: dwukrotnie Państwowej Nagrody Literackiej, Nagrody Akademii Ateńskiej oraz przyznanej w roku 2009 przez Association Capitale Europeenne des Litteratures: Europejskiej Nagrody Literackiej. W 2002 jako trzecia kobieta w historii została członkiem Akademii Ateńskiej. W Roku 2014 została odznaczona Krzyżem Wielkim Orderu Feniksa (Tagma toy Phoinikos), jednym z najwyższych odznaczeń. Wiersze jej są tłumaczone na angielski, francuski, szwedzki, niemiecki, włoski i hiszpański.
„…Potoczny, łagodny styl chroni ją przed presją społeczną już w Έρεβος [„Ereb”] (1956), podczas gdy w „In absentia” (1958) próbuje nastawienia ironicznego, podkreślającego jej niekonwencjonalne wybory. (…) Z czasem Dimoula uwalnia się od retoryki naiwności i łatwej odkrywczości, przesuwając nacisk w swoich wypowiedziach z intelektu na przekaz. Το λίγο του κόσμου, [„Odrobina świata”] (1971) jest tytułem zdecydowanie wskazującym na pewien program: poetka ogranicza świat do wymiaru życia pomiędzy przedmiotami i wydarzeniami skromnymi i codziennymi. Przeciwności losu nie prowadzą jej, tak jak innych, do elegijnej niemocy; stawia im czoło z ludową mądrością i ironicznym podejściem. W warstwie formalnej stosuje nie tylko figury eliptyczne i metonimie, ale także neologizmy, uosobienia, przymiotniki i czasowniki w funkcji rzeczownika, co często podkreśla krytyka, a także nieraz zaburza logiczną sekwencję składniową.”*
„Średnik”, Άνω τελεία, «Ίκαρος», 2016
„Czas publiczny”, Δημόσιος καιρός, «Ίκαρος», 2014
„Znaleźne”, Τα εύρετρα, «Ίκαρος», 2010
„Przeprowadziliśmy się ościennie”, Μεταφερθήκαμε παραπλεύρως, «Ίκαρος», 2007
„Trawnik cieplarni”, Χλόη θερμοκηπίου, «Ίκαρος», 2005
„Dźwięk oddaleń”, Ήχος απομακρύνσεων, «Ίκαρος», 2001
„Minutą razem”, Ενός λεπτού μαζί, «Ίκαρος», 1998
„Okres dojrzewania niepamięci”, Η εφηβεία της λήθης, «Στιγμή», 1994
„Zdroweś Nigdy”, Χαίρε ποτέ, «Στιγμή», 1988
„Moje ostatnie ciało”, Το τελευταίο σώμα μου, εκδ, «Κείμενα», Αθήνα 1981
„Trochość świata”, Το λίγο του κόσμου, εκδ. «Νεφέλη», Αθήνα 1971
„Śladami”, Επί τα ίχνη, εκδ. «Φέξης» Αθήνα 1963
„Zaocznie”, Ερήμην, εκδ. Δίφρος, Αθήνα 1958
„Ereb”, Έρεβος, 1956, εκδόσεις «Στιγμή»
„Wiersze”, Ποιήματα, 1952
*Mario Vitti: „Historia literatury nowogreckiej”, przekład: J.Wegner, M.Czarnocińska, K.Rowińska, wydawnictwo DiG, Warszawa 2015
© Vrasidas Karalis, 2001
Aristea Papaleksandrou
Nowy Rok
Trupa z zachodu do
nas zawitała
——————–nas odprawiła.
Godzina jedenasta bezsenna
kieruje wygaszone miasto ku
——–dwunastej.
Skamieniałe Wasiolopsomo*
przywodzi nienoszone jedwabie którejś
——–Jokasty
Szczęśliwego Nowego Roku i Dobranoc.
Wspomnienia spiętrzają chwile
Dwa tysiące naście...
Nowego Roku
świt przyszłość
nam ukrucił.
Cicha noc.
z tomu „Mija nas”, 2015, tłum.: Leszek Paul
*„Wasiolopsomo” („Wasilopita”) – chleb św. Bazylego, tradycyjny, sylwestrowy przysmaku w postaci puszystego, drożdżowego pieczywa pszennego, w którym ukrywa się złotą lub srebrną monetę.
Kiki Dimoula
Dziewczynka z zapałkami
Noworoczna późna godzina
psa z kulawą nogą.
Jedynie szarość stara
noworoczna.
Drżą z zimna
skrzyżowania i kąty
by ogrzać się choć trochę
do obcej macierzy tulą się
ulicznych kwiaciarzy
bukiety zakutane
w ponury papier
taniocha
przystrojona wokół dziurkami
od autodydaktycznych nożyczek
tak jak my gdy dziećmi będąc
łaknącymi deseni
równe w gazecie złożonej
kwadraciki wycinaliśmy
tak jak po jej rozłożeniu
jakże radosne rytmiczne, jakże symetrycznie
okienka na oścież otwierała nam przyszłość.
Wieczór noworoczny
psa z kulawą nogą
jedynie wielkie szare okna zamknięte
i biedna plucha co żebrze o śnieg.
z tomu "Przeprowadziliśmy się ościennie", 2007 tłum.: Leszek Paul
Aristea Papaleksandrou
Wiatr tym targa
Ten człowiek
na oślep pnie się
po szklanej drabinie
Rewolwer trzyma czarny
w powietrze strzela
chmurom się odgraża
niech spadnie śnieg
Gołym okiem zwyczajnie
go nie widzisz
Ukartowały go chore
oczy krótkowzrocznych
Zjawa powiesz
w próżni wiatrów
Po czym…Oto i on z krwi i kości
siedzący w zarządach
Porządek Dzienny
jesteś tam i ty
wzór wybawienia
Woła byś pnął się po schodach
drżysz…wiatr tobą targa
Zapierasz się
I gdy masz już nogę postawić
na pierwszym stopniu przytomniejesz
Ostrość 10/10
jeden krok przepaść
prawda
przed tobą
z tomu „Mija nas”, 2015, tłum.:Leszek Paul
Veroniki Dalakoura
Grudzień
Niektórzy poeci nęceni własną goryczą piszą — zważając jedynie na żar delikatnego serca.
Tak pojęłam że i Cortes był jednym z najbardziej zrozpaczonych poetów, rozkazał bowiem zaraz po zdobyciu Zempoala zniszczyć wszystkie posągi bogów, których wielbiono, by potem płakać w ramionach ukochanej; płakał, nie wiedząc jednak, że i ona pochodziła — tak! ona — z boskiego rodu.
Zostawmy jednak mity. Otwórzmy dłonie, widząc linie święta lub wigilii smutku. Przejdźmy się ze skromnym spojrzeniem, które przystoi uczniom miłości i tym, którzy potrafią dostrzec nadchodzącą namiętność. Ta zima, właśnie ta zima będzie pełna klarnetów o barwie naszych pulsów, co wróciły z podróży.
Hernán Cortés de Monroy – hiszpański konkwistador, znany przede wszystkim jako zdobywca Meksyku. Jego czyny zostały opisane we wspomnieniach Bernala Díaza del Castillo.
z tomu „Rozkład miłości”, 1976, tłum.: Leszek Paul
Veroniki Dalakoura
Epilog
(Migoczący płomień)
Widziałam go. Siedział na ławce w piwnicy w zupełnych ciemnościach poruszał górną częścią ciała wpatrywał się w podłogę…Bez słowa. Pozostali od czasu do czasu spoglądali na niego, ale ich uwaga głównie skupiała się na hałasie dobiegającym z zewnątrz; długą tę ciszę, co trwać mogłaby wiecznie, przerywał rumor jakiegoś samolotu, gwizd jakiś, co napełniał ich trwogą.
Pomieszczenie było prostokątne i duże. Cement i wapno z drewnianymi ławami dookoła i pośrodku glinianą miednicą pełną wody. Z chwilą gdy ich oczy przywykły do ciemności próbowali wychwycić twarze. Nie musiał być to ktoś znajomy, starczyło spojrzenie coś przywoływujące, ulicę, piekarnię czy rynek.
Dokładnie naprzeciw środkowej ławki, obok drzwi, po lewej jak się wchodzi, stał podłużny, drewniany stół z podniszczonymi rogami, porżniętym blatem, z dwoma połamanymi nogami. Po jednej jego stronie tej zawsze niestabilnej (ciągle kopany przez niespokojne nogi siedzących przy nim), na zdezelowanym krześle, siedziała, pochylona, powiedziałbyś odosobniona, źle ubrana kobieta, w trudnym do określenia wieku. Choć nikt nie mógł wyraźnie widzieć jej twarzy, słowem bowiem nie odzywała się do nikogo a gapienie się na innych nie było jej, inaczej niż dla pozostałych, ulubionym sposobem zabijania nudy, to jej obecność, już od pierwszego dnia zamknięcia, robiła na wszystkich wrażenie.
To gorzkie urzeczenie jej pięknem, które pomimo odoru wapna i co raz bardziej przenikającej wilgoci ciągle trwało, nadżerało cokolwiek śmiałe, odważne i nieugięte pozostało jeszcze w tamtych głowach.
(1990)
z tomu „26 Wierszy”, 2004, tłum.: Leszek Paul
Veroniki Dalakoura
Demetra
Strapiony mówię do was z oblężonego miasta. Panna młoda nogę swą prawą pogrzebała w kwiatach i we łzach, co suknię jej zmoczyły. I śpi teraz jej czarny kochanek, ściska jej dłoń jako znak bezgranicznej uległości. Jakże kochaliście mnie, jakże kochało mnie to jaskółcze gniazdo, które nazwano Aurora Borealis!
(Znalazłem ją w ciele, które już nie ma więcej łez, bowiem równo przekląłem wszelkie cnoty i wszelakie nieba.)
z tomu „Rozkład miłości”, 1976, tłum.: Leszek Paul
Kiki Dimoula
Liczba mnoga / Ο πληθυντικός αριθμός
Miłość,
nazwa, rzeczownik,
bardzo rzeczowy,
liczby pojedynczej,
rodzaju ani żeńskiego ani męskiego,
rodzaju bezbronnego
Liczba mnoga
bezbronne miłości.
Lęk,
nazwa, rzeczownik,
na początku liczba pojedyncza
później mnoga:
lęki.
Lęki
od tej chwili o wszystko.
Pamięć,
nazwa własna smutków,
liczby pojedynczej,
tylko liczby pojedynczej
i nieodmienna.
Pamięć, pamięć, pamięć.
Noc,
nazwa, rzeczownik,
rodzaju żeńskiego
liczby pojedynczej.
Liczba mnoga
noce.
Noce, od tej chwili noce
z tomu:„Trochość świata", 1971, tłum.:Leszek Paul
Veroniki Dalakoura
Śmiech
Na płycie nagrobnej nie odnotują przyczyny.
Rażąco biała jak ona, pofrunie ze skowytem, rozgrzebując żwir i zielsko. Wiosna się rozkruszy, a cement straci swoją moc. (Rozłąka ta uczyni stratę solidnej przyczyny przesądzoną).
To wszystko takie okrutne, okrutne i srogie. Szła do przodu, nie odwracając głowy, a ja podążałam za nią wzrokiem: jej plecy odbijały się w lustrze.
Niepokojąco nieczuła siostra niebieska wskazywała swą postawą, jakże bezużyteczne są zmęczenie i miłość.
z tomu: „26 Wierszy”, 2004, tłum.: Leszek Paul