Niedzielne popołudnie

Kiki Dimoula

Niedzielne popołudnie
Κυριακή απόγευμα

Wiele razy szukało cię popołudnie:

Gdy znalazło mnie za oknem
jak wróżę ciągłe twoje milczenie.
Gdy gwałtowna scena rozegrała się
mną pomiędzy a dokonanym.
Gdy przeszłam do sąsiedniego pokoju
i nazwałam to „ucieczką”.

I jeszcze wiele natarczywych razy cię wołało
sześcioma ludowymi piosenkami
na fortepian
i na trudne popołudnie.

I jeszcze trzy razy — pełne żałoby —
gdy tematy zmierzchały,
i nazwałam twoje oczy
„codziennymi popołudniami”
a ciebie całego Niedzielą
która zawsze jest trudna.

Sąsiadka z górnego piętra

Liana Sakelliou

Sąsiadka z górnego piętra
Η συγκάτοικος του πάνω ορόφου

Gdy powiedziałam jej, że prześcieradła,
które rozwiesza z balkonu
na moim powietrzu,
nie dają mi
zaprosić słońce
do pokoju, w którym popołudniami piszę,

zarzuciła na sznur
żółty, gruby koc
z wielką głową tygrysa,
który wystawia swój język
i szepcze słodko:
będę spał w twoim łóżku.

Zamykam drzwi balkonowe.
(Może lepiej bym dała spokój z tym kocem.
Przynajmniej prześcieradła
przypominają mi o powietrzu,
gdy pęcznieją, kołyszą się i fałdują
jak kurtyna).

W deszczowe noce
śni mi się —
szalona i swojska
w ramionach mojego kochanka.

Kompozycja

Liana Sakelliou

Kompozycja
Σύνθεση

Raz jeszcze spojrzała na morze.
Było bezkształtne. Jak rozkosz.
Zachowało jednak pewną krągłość
podobną do tej w jej centrum.
Spojrzała zatem w stare lustro
by pojąć że jest ziemska.
Świtało rybackiej lampy przez okno wpadło
sennie jak zapomniana czapla.
Lampa gazowa zakreśliła wodne gwiazdy
na odłamkach szklanej butli
i dyfuzja twarzy
nawigowała przepływ.

Podjęła decyzję
by spojrzeć przez pryzmat czasu
na to co tak dobrze zna – obraz
ciszy z piasku i oleju
kiedy rybacy wyrzucają przed burtę kotwicę.

Nie usłyszała tlącego się papierosa
jak wpada szybko do wody
nie poczuła również drżenia okonia śpiącego
na harpunie.

Zamknęła okno
nim rozproszył się cień łodzi
i wiklinowy fotel w gabinecie
powoli objął rozpalone
jej ciało

Theoni Kotini

Theoni Kotini – Θεώνη Κοτίνη, urodziła się w Myrsini Ilia w 1967 roku. Studiowała literaturę grecką i teatrologię na Uniwersytecie Ateńskim. Mieszka i pracuje w Atenach jako filolog w szkolnictwie średnim. Opublikowała siedem zbiorów poezji a także antologię wierszy Zoe Karelli, pod tytułem: Ζωή Καρέλλη. Κάθεται μοναχός ο διπλός τούτος άνθρωπος, Γαβριηλίδης, 2019. Zajmuje się krytyką poezji, publikując w magazynach literackich Νέον Πλανόδιον i Αντίλογος. Jest członkiem Stowarzyszenia Pisarzy i Koła Poetów.


Μικρογραφία [„Sztuka miniatur”], Πλανόδιον, 1999
Αθώα τη νύχτα [„Niewinnie nocą”], Πλανόδιον, 2003,
Ανίδεοι πάλι, Πλανόδιον, 2006, tom wyróżniony nagrodą przyznawaną przez czasopismo „Διαβάζω
Θεός ή Αγάπη [„Bóg czy miłość”], Γαβριηλίδης 2010
Ωσεί κήπος [„Jak ogród”], Γαβριηλίδης, 2014
Ο χρόνος είναι [„Czas jest”], Μελάνι, 2020
Με το σώμα [„Ciałem”], Ενύπνιον, 2024.

Ciało

Theoni Kotini

Ciało
Σώμα

Ciało
zaledwie absolutnie materialne
niekiedy staje się niebiańskim.

Ten oksymoron ciała
by zapomnieć o swoich granicach
dokładnie w chwili, gdy je zagrabia,
stanowi niespełnienie miłości.

Ciało
istniejąc traumatycznie
w swojej przemijalności
walczy, by stać się innym.
Zabiera cię ze sobą w trud czasu,
by dopełnić się w swojej tożsamości harmonijnie
lub marginalnie rozbudzić się w nieznanym.

Dlatego jest tak kochane
w samotności, w towarzystwie,
w tak ogromnym swoim wyniszczeniu.

Wymieńmy,
wszystkie rzeczy, które stają się pieszczotą:
dłoń
i jego mały ruch na policzku,
ciche pęknięcie we wszystkich tych usprawiedliwieniach,
wspomnienie właśnie co ściętej róży
nieznośnie czerwonej,
czułość chwili.

W kafenio

Theoni Kotini

W kafenio
Στο καφενείο

Samotny siedzi na stołku przed wielkim oknem,
od lat już nad kieliszkiem pochylony
i szary dym dookoła
jak aureola zdezelowanej świętości go wymazuje.

Jest jednym z tych, których mijasz, a oni pozostają,
by w popielniczce piętrzyć papierosy,
podobnie jak godziny chcące w ruch wprawić dni.

Tak chudy, jakby z wolna wzbierało
całą pustką tego świata ciało,
na dłoniach blizny, poszukiwacza złota dziurawa żyła,
oddech odłogowy, w ciele wyschnięta studnia.

Jeśli na ciebie spojrzy, odwrócisz głowę,
smutek nierozpoznany powoli rozbija oczy
rzucające daleki cień w skrytą dal.

To godzina, kiedy niebo w górze na posągach milczy,
godzina, w której człowiek szuka wzroku człowieka,
by zapalić światło, pospiesznie docierając do domu.

Lecz on nie ma gdzie się ukryć, nawet w słowach,
jedynym spojrzeniem, które chwyta,
to przyzwolenie, zadowalające się przewagą.

W kawiarni mijasz go i zostawiasz
jak kamyk znaleziony na brzegu,
szarzejący, zbędny w słońcu,
patrzysz na niego, gładzisz go i oddajesz
głębi, by uległ zapomnieniu
nieznany odłamek.

[Celowo szła sama…]

Zefi Daraki

Celowo szła sama
spotykając cienie ciała
____________na nieznanych listowiach – jak dziecko
skrycie bawiące się samotnie
____________chłodne samooszukiwanie
daleko bardzo daleko
od ciężkich monet czynów
Z dala od rusztowań z rozjuszonych słów –
____________nie dają wyłonić się olśnieniu
jedynie dniem i nocą ukarane przez czyny
spętane bezsilne
widzą na swoim dnie ptaki
____________uduszone ich głosem

………………………………………………………………………………….

Gdyż monologowała nienapisane wiersze
które dysząc przeganiały
dławienie pisania
Majaczyła zbladły czas
dłubankę jego głuszy

Trzy wiersze Miltosa Sachtourisa

O wiośnie
Για την άνοιξη

Słońce jest zielone
drzewa płoną
czekają na jaskółki
nasze żelazne jaskółcze gniazda
nie omamiają nas już kwiatami
ceną były nasze ręce i nasze nogi
teraz nasze ręce i nasze nogi
wiszą na drzewach

Lustro
Ο καθρέφτης

dla Nory Anagnostaki

Jakby moje lustro skierowało się
ku niebu
ukazał się
księżyc na wpół zjedzony
przez czerwone mrówki
ognia
i głowa obok niego
płonąca i ona w ognistym deszczu
głowa co lśni
co świeci
gdy zabrał ją w węgiel obrócił ogień
co szepcze:
– Drzewa płoną odchodzą jak włosy
anioł niknie z przypalonymi skrzydłami
i ból
pies ze złamaną nogą
zostaje
zostaje

Moimi były
Ήταν δικές μου

Te dwa ciała
te dwie dusze
co stoją przy mnie
kiedyś je dotknąłem
kiedyś były moje
teraz swoimi dłońmi
Wiosna bije mnie po uszach
krew broczy z Wiosny
raz jeszcze krwawi dziób ptaka
a jednak te dwa ciała
te dwie dusze
kiedyś
w jakimś śnie je dotknąłem
w śnie ptaka były moimi

Miltos Sachtouris

Foto: Μιχάλης Αναστασίου

Miltos Sachtouris – Μίλτος Σαχτούρης, (1919 – 2005) jeden z najważniejszych greckich poetów. Sachtouris rozpoczął studia prawnicze w 1937 r., ale porzucił je w 1940 r., by zostać pisarzem. Jego pierwsze wiersze pojawiły się w latach 40. w czasopismach Ελληνικά Γράμματα (Hellinika Grammata) i Τα Νέα Γράμματα (Ta Nea Grammata), których został współtwórcą. Nagrodzony licznymi nagrodami, między innymi Państwową Nagrodę Literacką za całokształt twórczości w roku 2003.
Poeta zmarł w wieku 85 lat w rodzinnych Atenach i został pochowany na Pierwszym („A”) Cmentarzu w Atenach. Po jego śmierci ówczesny premier Grecji, Kostas Karamanlis stwierdził: „Miltos Sachtouris był jednym z czołowych poetów Grecji i jednym z ostatnich przedstawicieli bardzo ważnej epoki dla greckiej poezji. Jego pisarstwo i ciągłe poszukiwanie wolności w sztuce i życiu towarzyszyły całej erze przygód i wyzwań. Jego twórczość przetrwa czas.”
Poezja Sachtourisa jest hermetyczna, autorefleksyjna, pozbawiona rozpoznawalnych odniesień do rzeczywistości zewnętrznej. Czerpie jednak ze znanej puli obrazów, które świadomie poszukują echa poetyckiej tradycji. Wywoływany przez niego nastrój bywa mroczny, a kreowane przez niego literackie światy przywodzą na myśl senny koszmar. Pokrewieństwo Sachtourisa z surrealizmem jest pod wieloma względami oczywiste choć nigdy nie przyjął jego programowej orientacji.