POWOJENNA GRECJA

Giorgos Lillis

POWOJENNA GRECJA

stary Tzimis wrócił z wojny
z kulą w prawym ramieniu
ale nie dał za wygraną
ożenił się, zrobił dzieci
orał i siał co roku
a gdy zobaczył że to wszystko na nic
wyemigrował do Hamburga
banany rozładowywać w porcie
dwanaście godzin dziennie
mimo że bolało go ramię
a w nocy jęczał
stary Tzimis był twardą sztuką
nie dał za wygraną
z pieniędzy które wysłał
wykarmił rodzinę
wykształcił dzieci
od lat widuję go w kafenio
w tej samej wytartej marynarce z tą samą laską
stary Tzimis który zmarnował
najlepsze lata swojego życia
taszcząc banany
by wychować te dzieci
które ani razu nie zadzwonią
i z jego żoną od ośmiu lat nieżyjącą
stary Tzimis który śni o łąkach
tak, o łąkach
pełnych maków

z tomu: “Człowiek czołg”, 2017, tłum: Leszek Paul

Babel

Giorgos Lillis

Babel

Wydzieram z Hadesu swą świetlistą postać
opór stawiając ciemności.
Na mentalnym placu, gdzie giganci ze stali
z mewami w biel przyodzianymi walczą bez sojuszu,
nieustannie jednak wyręczając stracony czas;
płacąc za to całe larum wystawności i głuszy
każdym razem odmienną cenę.
Ważę się krewkim czasem porzucając w połowie
materialny wymiar miejsca, nim odzieje mnie
swym wykluczającym milczeniem, odbijając
wieczne niebo
które nie dementuje najmniejszej aberracji rozkładu.

z tomu: “Niewielki testament”, 2012, tłum: Leszek Paul

Giorgos Lillis

Foto: © Ole Witte


Giorgos Lillis (Γιώργος Λίλλης) urodził się w 1974 w Bielefeld w Niemczech. W 1975 cała rodzina wraz z jednorocznym Jerzym przeniosła się do Aten a następnie do Agrinio. W 1996 powrócił do Niemiec gdzie obecnie żyje, pisze i pracuje. Zadebiutował w tym samym roku tomem „Skóra nocy”. Trzeci tom wierszy z roku 2003 „W ciemności zawieszony” uznany został za jeden z najlepszych tomów poetyckich roku. Obok 5 tomów poezji, ostatni z roku 2017 „Człowiek czołg”, jest autorem powieści, książki dla dzieci, napisanej specjalnie dla córki oraz licznych tłumaczeń; między innymi Wiesławy Szymborskiej i Dursa Grünbeina. Zajmuje się również krytyką literacką. Wiersze jego zostały przetłumaczone na niemiecki, angielski, francuski i po raz pierwszy po polsku.

Uciekinierka

Aristea Papaleksandrou

Uciekinierka

(Ulica Stadiou)

…głoś Muzo wielce…

Znam ją tę nieznajomą
Ze światła co rozściela
jej czarna suknia

Powiedziałabym na odwrót
to ona mnie zna
Czuję jak chodzi za mną
od czasu gdy z trudem powietrze łapiąc
tułałam się po mieście
I słyszałam jakby z daleka
jej ciszę w moim uchu:
„Niema rywalka sunie
chyżo po Stadiou”

Niema rywalka ja
I wyrasta przede mną

Piękna świeża cisza
Zna mnie i ja ją znam
Ja i ona
bezcielesna
w czarnej mojej sukni

Zdaje się że chce mi coś powiedzieć
Pożera mnie by mnie karmić
Słodko wnika w moje jest

Żywię ją i ona mnie żywi.

z tomu „Mija nas”, 2015, tłum.: Leszek Paul

Druga noc

Veroniki Dalakoura

Druga noc

Oto i godzina co zagniata swój chleb na drożdżach rany. Z niej czerpie swoją moc; ma wigor błąkających się skażonych. Zmierzają do ojczyzny jezior, gdy gwiazda zacierając swą orbitę tyluż mieszkańców piekła ma do przyodziania…
_____Oto i twarze z karbami na krtani. To stąd kiedyś wyruszały zaprzęgnięte w konie pługi ciągnące młyny. To tu kiedyś zasypiały – nocami bezsenne – lata lepiąc zimy.
_____Kiedyś i my, zastygli z natury, zgrubnie głosiliśmy chwałę ciała.
Dobrze grana farsa; żniwuje osty, dzwoneczkom arlekina wierzy. W maskach szuka ratunku, błoto na nogach pierwszego tancerza pozostawia. A jednak bardziej od maski puste jest
_____milczenie płodów wrzasku.

z tomu: “Kapadocjanie”, 2020, tłum.: Leszek Paul

Odrodzenie

Dora Kaskali

Odrodzenie

Trzęsienie ziemi. I
mury milczenia spadają
na nas i nas zabijają.
Nie, nie tak. Trzęsienie ziemi
i my jesteśmy tymi murami co pękają
wytrząsając z naszych ubrań
kurz niepowiedzianych słów
ciężar tylu gestów.
Trzęsienie z tych które nas ocalają.

Nie spadam; spójrz na mnie.

Jakiś niewidoczny hak ciągnie mnie
za ramiona. Jak mogłam
wytrzymać nie uskrzydlona tych dwanaście lat?
Puch wyrasta teraz
i inny ruch się ukuwa.
I ja, która, założyłeś się
że się roztrzaskam, ponownie
rodzę się na gruzach.

Niemowlę, Kobieta, Feniks arcygroźny.

z tomu “Byś miał na czym spocząć”, 2018, tłum.: Leszek Paul

One

Dora kaskali

One /wʌn/

Ustrzegłam się apoteozy
buty nie znałam bym
czuła że do Bogów mówię
z miłości zwiedzona.
Nie, nie negowałam jej.
Narzuciła mi ją – ni stąd ni zowąd?
jej napalona deprywacja.
Więc teraz wartownikiem
na straży czuwam kieliszka
co opróżnia się odludnie
talerza osieroconego na stole
prześcieradła brudnego jedynie po prawej
darów których nigdy
nie otrzymam. Sycić się
bochenkiem bólu
triumfować
w codziennym
katorżniczym
moim człowieczeństwie.

z tomu “Byś miał na czym spocząć”, 2018, tłum.: Leszek Paul

Dora Kaskali

Dora Kaskali (Δώρα Κασκάλη) mieszka i pracuje w Salonikach. Tam też studiowała filologię grecką na Uniwersytecie Arystotelesa.
W 2010 wydała swój pierwszy zbiór opowiadań „W pociągu”, który znalazł się na liście książek kandydujących do nagrody debiutów literackich czasopisma „Czytam”. Rok później ukazała się jej pierwsza powieść «Na dole». Pierwszy tom poezji „Kantor rozkoszy” z roku 2014 wyróżniony został rok później Nagrodą Marii Poliduri. W tym samym roku wydaje drugi zbiór opowiadań „ Czarna skrzynka ich pamięci”.
W roku 2017 współorganizowała 7 Międzynarodowy Festiwal Poezji i Sztuki „Kobiecy krzyk”, który odbył się w marcu 2017.
W 2018 ukazał się drugi tom wierszy „Byś miał na czym spocząć”.

https://poets.gr/el/poihtes/kaskali-dora

Wiano pamięci

Dora Kaskali

Wiano pamięci

Kobiety starzejące się w biurach
zostawiając na fornirze
rosę swoich ramion.
I te, które październikowym popołudniem
sączą w kuchni kawę
w samotnym towarzystwie
płomienia zapalniczki.
Kobiety wałęsające się po ulicach
z piersią odciętą, włosami
spustoszonymi przez medyczne trucizny.
I te stepujące ze swoją laseczką
a imię ich sclerosis multiplex.
Te, które bez miłości żyć nie potrafią i
szacują dzień każdy wieczystym
jak śmierć. Kobiety, które
wyrównują przedziałek, cerują erozję
miksując swoje zmartwienie
pieprzem i oregano.
Kobiety, które zdobywają nieśmiertelność
żyjąc w skórze swojego kochanka.
Dziewczynki spieszące się by stać się kobietami
które umierają by zostać kobietami.

To moje wiano i męstwo moje
zakąska moja dzienna.

z tomu “Byś miał na czym spocząć”, 2018, tłum.: Leszek Paul

Jej własne

Maria Laina

Jej własne

We wszystkich tych czynach szukała siebie samej;
nikt nie powinien jej ufać.

Fresk

Zachowany jest fragment ud
na wypłowiałym błękicie
kawałek nogi bez ozdób po lewej
i rąbek szaty.
Na skórze widoczne są linie
w większości szpiczaste.
Miejsce szyi odcięte
pd lewego ramienia
które unosi się ku górze
podczas gdy jedynie prawa pierś rysuje się
delikatną krzywizną.
Brak dużej części
w dolnej partii twarzy.
Czerwony trójkąt lub łuk
na całej bieli gałki.
Zachowana również kokarda we włosach
i skręt ciała
świadczący bez wątpienia
o podobnym ruchu rąk.

Brakuje obszaru kochania.

                    1

Maria w lustrze
cała postać
gładzi pod szyją sukienkę.
Nie ma znaczenia teraz gdy kładzie swoje ciało
czy stanie się brzozą czy trawą
Maria w lustrze
gładzi pod szyją sukienkę.


Przeszłość utarta z wodą i popiołem.
Maria śmieje się
odwraca się i ponownie przyjmuje swoją pozycję.

Lustrzane odbicie: jaspis i jaśmin.


Nie ma tutaj
nie ma kiedyś;
kiedyś było.
Miłość jest gdzieś indziej
i samotną
nie była nigdy.


Maria stoi
milczy bez słów.

Piękne dzienne światło.


Istnienie w tym samym miejscu
dwóch całobarwiących trójkątów
i obok nich wyłaniającego się początku
żółtego koloru
pozostawia ją obojętną;
a przecież mogłaby również nienawidzić
w podobny sposób w jaki oddaje się haftowaniu.


(…)


Nie ma nic do powiedzenia.
Łapie się tylko
i patrzy
i chce


Podczas gdy całe zdania mijają i ona się na nie godzi
i wciąż zagraża olbrzymie niebezpieczeństwo
to ciało co ciągle pamiętało
lecz istniało coś czego już więcej nie widziała.


Pięknie; nawet jeśli jest to bolesne, to sprawia ból
bo nie przestaje być aż do dzisiaj
schylać się nad swoim ciałem
i oddychać krzykiem.


Tak więc jest sama;
nie ufa nikomu gdy mówi
pieszczę swoje ciało
pieszczę to niezgrabne swoje ciało.


Nie żeby to miało jakieś znaczenie;
nie wiele ją to obchodzi
bo w dolinie złoty jeleń
śnił że się kładzie.

                    2

Nie ma wątpliwości.
I kierunek
i cel
(czołowy i nienaturalny)
o tym świadczą.
Kamienny oczywiście
wotywny.


Kiedy zaczęła pamiętać
było lato;
nikogo innego nie było
i wzięła tylko to co chciała.


Ścieli puste łóżko;
cicho rozważa swoją decyzję
w świetle.


Ponieważ dzisiaj wieczorem
przejeżdżała powozem na wprost lata
poczuła potrzebę by zapomnieć
że w swoich snach widziała zawsze jedno drzewo
jedno z wielu
w łzach
i teraz wraca.


Z różową parasolką kiedyś
przemierzała szept i milczenie.


Maria naprzeciw niej
z zanurzonym ciałem do połowy.
Czy zdecyduje się zostać czy wyjść
była tutaj.


Jakakolwiek aluzja do niej
skończy się melancholią
nie dlatego że łagodnie spadnie wieczór
lecz dlatego że z życzliwości do niej się gnębi.

Schodząc ze zbocza na drogę
starała się nie zważać na ciszę.


Uśmiecha się najczęściej.
Ta Maria
według opinii tej –

                    3

Nie potrafi przejawić się komuś
i to wie bezwolnie.


Zaplątała się w sensie
jednego niewłaściwego słowa

jakie to ma teraz znaczenie?
Gdy pełna strachu i smutku
odwróciła się by spojrzeć na innych
słowo urosło.


Siedzi, i między nią nie istnieje
pierwszy raz nie istnieje;
z jakiej racji powinna odpowiedzieć;

Pamiętam powiedziała coś o popołudniu
i zastygła w tej sytuacji
nie zmieniając pozycji.


Pije filiżankę herbaty
cieszy się
że będzie palić papierosa.
Nie zestarzeje się spokojnie.


Żyć
radować się pełnym dniem
zamykać okno, bo inaczej
jaką wartość mają jej magiczne zdolności.


(…)

Światło i cień będą się nawzajem kopiować
bez żadnej inspiracji
skutek taki że stanie się nieobecna;
a, wreszcie, zobaczy może koniec.


zakładać swoje ubrania
czesać swoje włosy
wychodzić na ulicę
przechodzić na drugą stronę


Przyszła blisko niego drżąc
tyle, i już
i niech każdy umiera samotnie.


Trzy pełne minuty nim krzyknie –
Siedząc w żółtym świetle
jakiegoś późnego południa
złote krzewy
brakowało wszystkiego czego nie kochała
została tam w bezruchu
trzy pełne minuty zanim krzyknie.
Kiedy nią potrząśnięto odpowiedziała:
Następnym razem
chyba będę mogła rozmawiać z kimś
i kochać, jeśli zajdzie potrzeba.

                    4

Zapomniała;
wszyscy inni będą spać
podczas gdy ona
szalone słowa szepcze do lustra.


Zatem
Maria
gdy nikt nie zwraca na nią uwagi
układa swoje ręce.


Jeszcze nie chce się odwracać;
wstała jedynie bo jest tak pięknie
i godziny stają się dłuższe.

(…)


Jest tu bardzo szczęśliwa
siedzi i patrzy i
kiedy słonce zajmuje pokój
dobrze widzi jak mijają godziny.
Nie uczestniczy
czytam jednak i
spokojnie śpię wieczorami.
Myślę, niekiedy udają mi się wersy
prawie za jednym pociągnięciem.


Kładła się z otwartymi oczami
nikt nie zdawał sobie sprawy że to nie była ona.

                    5

Nie kryła swojego zdziwienia.
W całym swoim życiu była szczęśliwa;
bo gdyby chciała znaleźć usprawiedliwienia
nie miała żadnych.


Pociągnęła ze sobą
i ptaki z dywanu
i potem wyszła
bez łokci
bez kolan.


Tam, szeptała
tam widziałam morze.


Już przy pierwszym kontakcie
nie stawiła sprzeciwu;
całe jej ciało radowało się.
Przekazała więc prochom
cokolwiek jeszcze stało
spłonęło wszystko, więc.
Ten sam los spotkał
też poranny spacer.


Miała na szyi szal
zgasiła światło
od sześciu nocy martwa
uważając by się nie zapomnieć
w czymś tak kruchym
wyszła na ulicę
i przed jej oczami
potrząsnął nią
ile to już teraz lat
poranny wiatr.


Jeszcze się nie ściemniło
i może rzeczywiście była
w ślinie i w swoim uśmiechu
głupia, lecz
jeszcze się nie ściemniło
kiedy głębokie pióro
przeleciało jej przed oczami
rój pszczół z krzykiem.


Wieczorem
gdy miasto było nisko
Maria zawładnęła całym swoim ciałem.

                    6

W środku wspaniałego kręgu
pełnych znaczeń
stanęła Maria
i wyszła na zdjęciu
cicho
poprawiając spinkę w swoich włosach.

Oślepiający wiatr
wiał jej obojętność.


Rozebrała się w ciemności
obok filiżanek do kawy
i odświętnego obrusu.

Zupełnie inne słowa miała na myśli.


(…)

Użyła swojego dnia zwyczajnie
i do niczego nie służył.


(…)

Z chwili na chwilę
była w błędzie i spodobało się to jej
lecz to ją teraz nie interesuje
nawet jeśli pozostała tak zauważalna
by odpowiedziała i przyszła.

Może ta druga, która patrzy poza?


Spadło z jego ciała
potoczyło się łagodnie po śniegu
z dnia na dzień;
być może istnieje jedno takie miejsce, pomyślała
lecz stare i ciche
żadnej pokusy
żadnej miłości.
Opuściła więc swój wachlarz.

                    7

Maria przeszła i usiadła
wygładziła w ciszy swoją sukienkę
nie kochając
bez uniesienia by zostać zranioną
rozpatrywała te sezony w śniegu
i łagodnie wygnała pamięć ze swoich ust.

Małymi krokami
zapadał zmrok.


Pamięci Virginii Woolf

Robi jeden krąg
jeden mniejszy
jeden jeszcze mniejszy.

Nigdy więcej
nie będzie jej tam by usłyszeć.
Co? powiedziała
zanim weszła do rzeki.


co więcej w tej opowieści
widoczna jest niemożliwość
znalezienia jednej przestrzeni


Maria sama
oparta o mętny deszcz
fuksje pełne kwiatów.
Ostatnia rzecz, którą zachowuje
niżej
trochę z prawej…


Schylała się by podnieść swój sweter
tłem czasem las
i czasem krzesła na swoim starym miejscu.
Ujęta jednak od dołu
i z zabrudzoną atmosferą.
Przez dwa wieki co minęły
nie znała ani metalu ani bawełny
i ułożyła się na południowym wschodzie.

                    8

(…)


W swoim najlepszym kształcie
zostawała niewzruszona
podczas gdy ciało chyliło się w wdzięcznym skłonie


Igraszka światła
tak jak my wszyscy w końcu


Nie myśli żeby się z kimś spotykać;
przecież tak najczęściej
miłość jej była nieszczęśliwa


Będzie siedziała więc
lub leżała


Dużo później
przejdzie jakiś granatowy lew
a ona na szyi będzie miała swój szal


Wezwano jej imię
i uniosła się w innej epoce

Epilog

Jestem na początku swojego życia i jestem poza w świetle. Minęło wiele lat od tamtej chwili i próbuję chłeptać biel. Tylko światło potrzebowałam. Potem, myślałam, przestanę robić ten jazgot. Jak przestanę robić ten jazgot to usłyszę coś pięknego. Nie wiem jeszcze, ale jestem pewna a to zdarza mi się często. Zdarza mi się często wtedy gdy siedzę i myślę, lecz to zupełnie nie jest to. Zupełnie nie to co myślę, ale to mi pomaga. Pomaga mi, by nie zawracać sobie głowy, by niczego nie oczekiwać. Gdyż wtedy nic nie będzie mogło się zdarzyć, nic z wyjątkiem tego co już wiem. I co ja wiem? Co wiem?

z tomu “Jej własne”, 1985, tłum: Leszek Paul