Wybawienie Magdaleny

Kiki Dimoula


Wybawienie Magdaleny

W końcu
gwoźdź de grâce wbiłam
w pasję moją ciebie
Wykończonoć jest
w krzyż ten we mnie i poza

i tak bez lamentów
obojętna ściągam
zawinięty w białe prześcieradło
moich włosów
banitę zgasły pocałunek mój
z odrzekających się twoich nóg
z kwaśnych twoich ust

unoszę go sama
nie ma już nawet
ideologi tego ciężaru który
nabywa pozbawienie kiedy
dziedziczy go historia

jakże lekką pozostała
mojej namiętności śmierć do ciebie
oczywiste
ciało wykradziono ze środka
policz ile wieków krzewiło się szalone
wijąc się
na twoim lodowatym zaczepione odrzekaniu

i teraz kiedy odchodzą
Mojry mirrę niosące jedna za drugą
sama zostałam w tym pustym zdarzeniu

uchylam wieczko co przykrywa
te tutaj zwłoki co piszę
i smutna śmiejąc się zauważam

w jaki zmarszczony stetryczały obyczaj
przerodził się mój eros
jakim to gratem śmiesznym i daremnym
nie odpowiadanie twoje

Wykończonoć jest, Jezu mój.

Celebrowałam jednak pobożnie
obyczaj bólu i w tym roku.

z tomu "Przeprowadziliśmy się ościennie", 2007
tłum.: Leszek Paul

Arcydelikatne damy dworu


Aristea Papaleksandrou

Arcydelikatne damy dworu

Grzmią trąby od wczesnego świtu
To koniec już
Król zmuszony tron opuścić nowy przyjdzie
z zachodu officia królewskie przejąć
To Zachódu Wschód
pieją mędrcy
uznani, niewidzialni i ci obczyźniani
kraju znikomego z bez pamięci
I cisza głęboka trwoga mnie dusi
na myśl że w pałacu zaraz były król się zjawi
Połowa dam dworu widzę
ducha wyzionie
inne te niezłomne pobladłe
własności byłego grabić pospieszą
Ceremonia oddania-przejęcia za godzinę się dokona
Za kwadrans niecały przybędą nowe
ostrząc sobie zęby na połowę sukcesu
świty byłego przepędzenie

Martwa cisza zapadła
Słychać byłego orędzie
Własnego poprzednika orację czyta
w całym zamieszaniu zapomniał
ją wyrzucić tamten
Brak kompetentnych współpracowników
psy gończe byłego teraz to znalazły
Zmieniono imiona, daty
ustęp po prostu dopisano
do nich adresowany:
„Będąc tak arcydelikatnymi
spakuję was zawczasu Panie
wraz z arcydelikatnościami
mojego pałacu”


z tomu „Ptaszki śpiewające”, 2008
tłum.: Leszek Paul

Sprzęty kuchenne

 

Athina Papadaki

Sprzęty kuchenne

 

Sprzęty kuchenne ulistnione
wieczór w wieczór
chrzczą w samowiedzy
i ostatni swój cierń.

Durszlak
rondel
patelnia.

Nigdy nie zapominam
na klucz drzwi zawsze zamykam, na palcach stąpam
niech im nikt nie zawadza
by
każdy dzień o świcie
odnajdywał moje wiersze roślinożerne.

z tomu: „Owieczka oparów”, 1983
tłum.: Leszek Paul

 

Złodzieje w myśli

 

Kiki Dimoula

Złodzieje w myśli

 

Płacząc opisuje
jak to obrócili w ruinę jej dom złodzieje
zabrali jej biżuterię łajdaki i pogwałcili
starej kobiety wartości.

Nie cieszy się?

U mnie od lat już nie postawił
żaden złodziej nogi w domu
nawet na kawę.
Rozmyślnie briki nie chowam.

Za każdym razem wracając modlę się
by drzwi wyłamane kły znaleźć

by światła drżały jakby co dopiero
z wysokiego trzęsienia łbem się zderzyły
bym ujrzała ukradzione wota pogrzebowe
zmumifikowanym królestwom zwierciadła

bez mała w łazience ktoś się golił
i na moim łysym dotyku broda wyrosła
związane na podłodze spoczywało tego wszystkiego podważanie

a z kuchni by rozlewnie nadciągała para
ciepłego hojnie cynamonem posypanego dreptania.

z tomu „Minutą wraz”, 1998 
tłum.:Leszek Paul

Matka Macica

 

Athina Papadaki

Matka Macica

Macica
macierz
w białym nakryciu głowy
odwieczna dłoń
kręcąca kołowrotkiem i ziarnem

zbacza
ku ostatniemu cierpieniu.

Ciąża.

Królestwo bez bastionów, jedynie woda pełna słów.

W niewyuczonej procesji gwiazd
mózg niewłasnoręczny
własny.

Pierwsza co przybywa.

Kobieta o szerokości cienia
z chustą oblężenia
na oczach.
W czwartek* narodzona wyrocznia znaczy.

Obarczy stopniami i klęczeniem.

Piękna

prawdziwej piękności
nie będzie mieć potrzeby.

Druga z kolei
orzeka jej miejsce:
studnia artezyjska.
Kąpieliska
by ujarzmić
namiętność
a nie wiedzę.

Pszczoła,

tam gdzie język
szuka już
gorzkiego smaku.

Ostatnia

furiacka o podwójnym ostrzu

sandały już ku Ekbatanie
kurz Sparty na otoku.

To poświęcenie daleko pójdzie
w kamieniołomy znaczy
z grzejącymi światłami na ludzkich
zakrętach.
Trudna droga
niedookreślona,
od serca do ust kilometry głębokości
pustynnej.

I pamiętaj
życie mobilną górą,
cienie nowe i nowe ogrody.

Potem wyślizgują
się z jej rąk
ryby olbrzymie te srebrne
odkręca kurek z morzem
w śnie
gdzie ani tlenu ani oddechu nie ma.

I pierwszy w przestrzeni płacz
stąpnięcie lwicy.


* Patronem osób urodzonych w czwartek, zgodnie z astrologią jest Jowisz (Δίας). Osoby urodzone w tym dniu to silni indywidualiści, odpowiedzialni i dzielnie dążący do perfekcjonizmu do celów. Cechuje je silne poczucie sprawiedliwości, szczerość i talent organizacyjny.

z tomu: „Ponownie i ziemia”, 1986
tłum.: Leszek Paul

W kuchennych szafkach

 

Athina Papadaki

W kuchennych szafkach

 

1

Te tutaj lniane świadectwa miłości
obrusy, serwetki
co obejmują stół
lub kolana
są tym co mnie niweczy?

2

Pewnego dnia talerze ukażą
swe wewnętrzne światło
ziemią czy szkłem,
wysławiając ręce mojej mamy.
Masywy, masywy górskie wprawi w zadumienie
to tutaj katharsis.

z tomu: „Owieczka oparów”, 1983
tłum.: Leszek Paul

Tak jak byś wybrał

 

Kiki Dimoula

Tak jak byś wybrał

 

Piątek dzisiaj pójdę na ryneczek
przejdę się po zdekapitowanych ogrodach
zobaczę woń majeranku
pojmanego w pęczku.

Popołudniami chodzę ceny roszczeń spadają
przystępną znajdziesz zieleń
w fasoli kabaczkach pelargoniach lilijkach.
Słyszę co dzielnie wysławiają drzewa
obciętym językiem owoców
krasomówcze stosów pomarańczy i jabłek
koloru nabiera krztyna rekonwalescencji
na ziemistych policzkach
jakiegoś wewnętrznego oniemienia.

Rzadko coś kupuję. Bo mówią ci proszę wybrać
Udogodnienie czy problem? Wybierasz a potem
jak udźwigniesz ten nie do uniesienia ciężar
własnego wyboru.
Podczas gdy zrządzenie losu jak piórko. Na początku.
Bo potem na kolana rzucą cię konsekwencje.
Nie do udźwignięcia i one.
W gruncie to tak jakbyś sam wybrał.

Co najwyżej kupię trochę ziemi. Nie do kwiatków.
Do zaznajomienia.
Tam nie ma proszę wybrać. Tam z zamkniętymi oczami.

z tomu „Zapomnienia okres dojrzewania”, 1994
tłum.: Leszek Paul

Z bliska

 

Aristea Papaleksandrou

Z bliska

 

Mapy czytane są rozbieżnie na południowej półkuli

Ich południe staje się moją północą
Zachód mój wschodem
Ale dalekość ciągle ta sama
Nigdy
się nie zmieni

Daleka
w tym samym metrażu
miłość
Ta druga jej połowa
na drugiej połowie
świata

Mapy czytane są rozbieżnie na południowej półkuli

Rozbieżnie też aranżuje się spotkania
wzloty upadki
miłości
Nim  śmierć w porę
dalekości
bliskości absencji
wszystko
unieważni

 

2018, wiersz niepublikowany
tłum.: Leszek Paul

ΑΡΙΣΤΕΑ ΠΑΠΑΛΕΞΑΝΔΡΟΥ

Εκ του σύνεγγυς

 

Οι χάρτες διαβάζονται αλλιώς στο Νότιο Ημισφαίριο

Γίνεται ο Νότος τους Βορράς μου
Η Δύση μου Ανατολή
Μα το μακριά δεν άλλαξε
ποτέ
Κι ούτε θ’ αλλάξει.

Μακριά
στο ίδιο τετράγωνο
η αγάπη
Το άλλο της μισό
στο άλλο μισό
του κόσμου

Οι χάρτες διαβάζονται αλλιώς στο Νότιο Ημισφαίριο

Κι αλλιώς ρυθμίζονται τα ραντεβού
τα πάνω κάτω
της αγάπης
Ώσπου ο θάνατος εγκαίρως
και τα μακριά
και τα κοντά της απουσίας
όλα
τα ακυρώνει

2018

Naoczny świadek

 

Aristea Papaleksandrou

Naoczny świadek

 

W swej białej
koszuli zakluczony
są takie wieczorne chwile
gdy lotem błyskawicy przemknie vis-a- vis
i niknie powiedziałbyś gaśnie
nim kiwnie głową
że odszedł
___–_odchodzi

To i owo wiem o nim nie wiele
Nie tutejszy
żadna osobistość
Jednak ma sposób by cię nakłonić
Wiarygodny przybysz; wybrany
by obietnicę innego złamał
Sprawiedliwy człowiek wypożyczonej
——winny
Chciałby może i on
powiedzieć coś o tamtej
—–nocy
O alibi drugich
O tym co widział gdy szedł
—–przychodził
przenikając ich kroki

Ten niemy człowiek
nakazuje mi artykułować
—–głos

 

z tomu „Mija nas”, 2015
tłum.: Leszek Paul

Symptom jednoosobowy

Kiki Dimoula

Symptom jednoosobowy

 

Dziwią się za każdym razem w hotelach
gdy o jednoosobowy pokój od frontu proszę.
Patrzą na mnie jakbym żądała śmierci z widokiem.

Zastawiłam morze
powiedziałam w tym roku wakacje w górach
może egzorcyzmy szumu lasów uwolnią mnie
od tego diabolicznego syndromu powrotu
co każdą moją ucieczkę natychmiast zniewala.
Gdy w ramiona weźmie mnie pomyślałam jakiegoś drzewa
satyr-pień to i zakorzenię się może.

A w górach to samo.
Pokój bez mała żelazny
a świeże łagodne powietrze dychało antabami.
Otworzyć je siłowałam się relanium
a ono bardziej schorowane niż ja.
Podobnie w Pylos
ta sama chaotyczna ucieczka z Syros dwa lata temu
w Kalamacie przed rokiem po trzykroć gorsza
pociąg przeładowany i płacze chcą
do Aten wracać na nogach.
Taka mania prześladowań zniewala mi przestrzenie.

Twojej nieobecności czyżby mi brakowało ?
Nie jeżdzi ze mną zostawiam ją w domu.
Bezwzględny wymóg odmiany nie deptania mi po piętach.

Jakże nienasyconym jesteś Nieodgadniony.
Klarowności tyle zagarnąłeś dla asekuracji
i uzdrowiskiem swoim uczyniłeś
ten nieodgadniony mój symptom wrogi.
Wracać natychmiast. Autobusem taksówką
może złapię jakiś księżyc co też
pusty na plac wraca.

Druzgocący zwyczaj. Nic poza tym
no to zobaczymy jak ja wrócę gdy mi się nie spodoba
z twoich zaświatów Nieodgadniony.

z tomu „Zapomnienia okres dojrzewania”, 1994
tłum.: Leszek Paul