Dora Kaskali

Dora Kaskali (Δώρα Κασκάλη) mieszka i pracuje w Salonikach. Tam też studiowała filologię grecką na Uniwersytecie Arystotelesa.
W 2010 wydała swój pierwszy zbiór opowiadań „W pociągu”, który znalazł się na liście książek kandydujących do nagrody debiutów literackich czasopisma „Czytam”. Rok później ukazała się jej pierwsza powieść «Na dole». Pierwszy tom poezji „Kantor rozkoszy” z roku 2014 wyróżniony został rok później Nagrodą Marii Poliduri. W tym samym roku wydaje drugi zbiór opowiadań „ Czarna skrzynka ich pamięci”.
W roku 2017 współorganizowała 7 Międzynarodowy Festiwal Poezji i Sztuki „Kobiecy krzyk”, który odbył się w marcu 2017.
W 2018 ukazał się drugi tom wierszy „Byś miał na czym spocząć”.

https://poets.gr/el/poihtes/kaskali-dora

Wiano pamięci

Dora Kaskali

Wiano pamięci

Kobiety starzejące się w biurach
zostawiając na fornirze
rosę swoich ramion.
I te, które październikowym popołudniem
sączą w kuchni kawę
w samotnym towarzystwie
płomienia zapalniczki.
Kobiety wałęsające się po ulicach
z piersią odciętą, włosami
spustoszonymi przez medyczne trucizny.
I te stepujące ze swoją laseczką
a imię ich sclerosis multiplex.
Te, które bez miłości żyć nie potrafią i
szacują dzień każdy wieczystym
jak śmierć. Kobiety, które
wyrównują przedziałek, cerują erozję
miksując swoje zmartwienie
pieprzem i oregano.
Kobiety, które zdobywają nieśmiertelność
żyjąc w skórze swojego kochanka.
Dziewczynki spieszące się by stać się kobietami
które umierają by zostać kobietami.

To moje wiano i męstwo moje
zakąska moja dzienna.

z tomu “Byś miał na czym spocząć”, 2018, tłum.: Leszek Paul

Jej własne

Maria Laina

Jej własne

We wszystkich tych czynach szukała siebie samej;
nikt nie powinien jej ufać.

Fresk

Zachowany jest fragment ud
na wypłowiałym błękicie
kawałek nogi bez ozdób po lewej
i rąbek szaty.
Na skórze widoczne są linie
w większości szpiczaste.
Miejsce szyi odcięte
pd lewego ramienia
które unosi się ku górze
podczas gdy jedynie prawa pierś rysuje się
delikatną krzywizną.
Brak dużej części
w dolnej partii twarzy.
Czerwony trójkąt lub łuk
na całej bieli gałki.
Zachowana również kokarda we włosach
i skręt ciała
świadczący bez wątpienia
o podobnym ruchu rąk.

Brakuje obszaru kochania.

                    1

Maria w lustrze
cała postać
gładzi pod szyją sukienkę.
Nie ma znaczenia teraz gdy kładzie swoje ciało
czy stanie się brzozą czy trawą
Maria w lustrze
gładzi pod szyją sukienkę.


Przeszłość utarta z wodą i popiołem.
Maria śmieje się
odwraca się i ponownie przyjmuje swoją pozycję.

Lustrzane odbicie: jaspis i jaśmin.


Nie ma tutaj
nie ma kiedyś;
kiedyś było.
Miłość jest gdzieś indziej
i samotną
nie była nigdy.


Maria stoi
milczy bez słów.

Piękne dzienne światło.


Istnienie w tym samym miejscu
dwóch całobarwiących trójkątów
i obok nich wyłaniającego się początku
żółtego koloru
pozostawia ją obojętną;
a przecież mogłaby również nienawidzić
w podobny sposób w jaki oddaje się haftowaniu.


(…)


Nie ma nic do powiedzenia.
Łapie się tylko
i patrzy
i chce


Podczas gdy całe zdania mijają i ona się na nie godzi
i wciąż zagraża olbrzymie niebezpieczeństwo
to ciało co ciągle pamiętało
lecz istniało coś czego już więcej nie widziała.


Pięknie; nawet jeśli jest to bolesne, to sprawia ból
bo nie przestaje być aż do dzisiaj
schylać się nad swoim ciałem
i oddychać krzykiem.


Tak więc jest sama;
nie ufa nikomu gdy mówi
pieszczę swoje ciało
pieszczę to niezgrabne swoje ciało.


Nie żeby to miało jakieś znaczenie;
nie wiele ją to obchodzi
bo w dolinie złoty jeleń
śnił że się kładzie.

                    2

Nie ma wątpliwości.
I kierunek
i cel
(czołowy i nienaturalny)
o tym świadczą.
Kamienny oczywiście
wotywny.


Kiedy zaczęła pamiętać
było lato;
nikogo innego nie było
i wzięła tylko to co chciała.


Ścieli puste łóżko;
cicho rozważa swoją decyzję
w świetle.


Ponieważ dzisiaj wieczorem
przejeżdżała powozem na wprost lata
poczuła potrzebę by zapomnieć
że w swoich snach widziała zawsze jedno drzewo
jedno z wielu
w łzach
i teraz wraca.


Z różową parasolką kiedyś
przemierzała szept i milczenie.


Maria naprzeciw niej
z zanurzonym ciałem do połowy.
Czy zdecyduje się zostać czy wyjść
była tutaj.


Jakakolwiek aluzja do niej
skończy się melancholią
nie dlatego że łagodnie spadnie wieczór
lecz dlatego że z życzliwości do niej się gnębi.

Schodząc ze zbocza na drogę
starała się nie zważać na ciszę.


Uśmiecha się najczęściej.
Ta Maria
według opinii tej –

                    3

Nie potrafi przejawić się komuś
i to wie bezwolnie.


Zaplątała się w sensie
jednego niewłaściwego słowa

jakie to ma teraz znaczenie?
Gdy pełna strachu i smutku
odwróciła się by spojrzeć na innych
słowo urosło.


Siedzi, i między nią nie istnieje
pierwszy raz nie istnieje;
z jakiej racji powinna odpowiedzieć;

Pamiętam powiedziała coś o popołudniu
i zastygła w tej sytuacji
nie zmieniając pozycji.


Pije filiżankę herbaty
cieszy się
że będzie palić papierosa.
Nie zestarzeje się spokojnie.


Żyć
radować się pełnym dniem
zamykać okno, bo inaczej
jaką wartość mają jej magiczne zdolności.


(…)

Światło i cień będą się nawzajem kopiować
bez żadnej inspiracji
skutek taki że stanie się nieobecna;
a, wreszcie, zobaczy może koniec.


zakładać swoje ubrania
czesać swoje włosy
wychodzić na ulicę
przechodzić na drugą stronę


Przyszła blisko niego drżąc
tyle, i już
i niech każdy umiera samotnie.


Trzy pełne minuty nim krzyknie –
Siedząc w żółtym świetle
jakiegoś późnego południa
złote krzewy
brakowało wszystkiego czego nie kochała
została tam w bezruchu
trzy pełne minuty zanim krzyknie.
Kiedy nią potrząśnięto odpowiedziała:
Następnym razem
chyba będę mogła rozmawiać z kimś
i kochać, jeśli zajdzie potrzeba.

                    4

Zapomniała;
wszyscy inni będą spać
podczas gdy ona
szalone słowa szepcze do lustra.


Zatem
Maria
gdy nikt nie zwraca na nią uwagi
układa swoje ręce.


Jeszcze nie chce się odwracać;
wstała jedynie bo jest tak pięknie
i godziny stają się dłuższe.

(…)


Jest tu bardzo szczęśliwa
siedzi i patrzy i
kiedy słonce zajmuje pokój
dobrze widzi jak mijają godziny.
Nie uczestniczy
czytam jednak i
spokojnie śpię wieczorami.
Myślę, niekiedy udają mi się wersy
prawie za jednym pociągnięciem.


Kładła się z otwartymi oczami
nikt nie zdawał sobie sprawy że to nie była ona.

                    5

Nie kryła swojego zdziwienia.
W całym swoim życiu była szczęśliwa;
bo gdyby chciała znaleźć usprawiedliwienia
nie miała żadnych.


Pociągnęła ze sobą
i ptaki z dywanu
i potem wyszła
bez łokci
bez kolan.


Tam, szeptała
tam widziałam morze.


Już przy pierwszym kontakcie
nie stawiła sprzeciwu;
całe jej ciało radowało się.
Przekazała więc prochom
cokolwiek jeszcze stało
spłonęło wszystko, więc.
Ten sam los spotkał
też poranny spacer.


Miała na szyi szal
zgasiła światło
od sześciu nocy martwa
uważając by się nie zapomnieć
w czymś tak kruchym
wyszła na ulicę
i przed jej oczami
potrząsnął nią
ile to już teraz lat
poranny wiatr.


Jeszcze się nie ściemniło
i może rzeczywiście była
w ślinie i w swoim uśmiechu
głupia, lecz
jeszcze się nie ściemniło
kiedy głębokie pióro
przeleciało jej przed oczami
rój pszczół z krzykiem.


Wieczorem
gdy miasto było nisko
Maria zawładnęła całym swoim ciałem.

                    6

W środku wspaniałego kręgu
pełnych znaczeń
stanęła Maria
i wyszła na zdjęciu
cicho
poprawiając spinkę w swoich włosach.

Oślepiający wiatr
wiał jej obojętność.


Rozebrała się w ciemności
obok filiżanek do kawy
i odświętnego obrusu.

Zupełnie inne słowa miała na myśli.


(…)

Użyła swojego dnia zwyczajnie
i do niczego nie służył.


(…)

Z chwili na chwilę
była w błędzie i spodobało się to jej
lecz to ją teraz nie interesuje
nawet jeśli pozostała tak zauważalna
by odpowiedziała i przyszła.

Może ta druga, która patrzy poza?


Spadło z jego ciała
potoczyło się łagodnie po śniegu
z dnia na dzień;
być może istnieje jedno takie miejsce, pomyślała
lecz stare i ciche
żadnej pokusy
żadnej miłości.
Opuściła więc swój wachlarz.

                    7

Maria przeszła i usiadła
wygładziła w ciszy swoją sukienkę
nie kochając
bez uniesienia by zostać zranioną
rozpatrywała te sezony w śniegu
i łagodnie wygnała pamięć ze swoich ust.

Małymi krokami
zapadał zmrok.


Pamięci Virginii Woolf

Robi jeden krąg
jeden mniejszy
jeden jeszcze mniejszy.

Nigdy więcej
nie będzie jej tam by usłyszeć.
Co? powiedziała
zanim weszła do rzeki.


co więcej w tej opowieści
widoczna jest niemożliwość
znalezienia jednej przestrzeni


Maria sama
oparta o mętny deszcz
fuksje pełne kwiatów.
Ostatnia rzecz, którą zachowuje
niżej
trochę z prawej…


Schylała się by podnieść swój sweter
tłem czasem las
i czasem krzesła na swoim starym miejscu.
Ujęta jednak od dołu
i z zabrudzoną atmosferą.
Przez dwa wieki co minęły
nie znała ani metalu ani bawełny
i ułożyła się na południowym wschodzie.

                    8

(…)


W swoim najlepszym kształcie
zostawała niewzruszona
podczas gdy ciało chyliło się w wdzięcznym skłonie


Igraszka światła
tak jak my wszyscy w końcu


Nie myśli żeby się z kimś spotykać;
przecież tak najczęściej
miłość jej była nieszczęśliwa


Będzie siedziała więc
lub leżała


Dużo później
przejdzie jakiś granatowy lew
a ona na szyi będzie miała swój szal


Wezwano jej imię
i uniosła się w innej epoce

Epilog

Jestem na początku swojego życia i jestem poza w świetle. Minęło wiele lat od tamtej chwili i próbuję chłeptać biel. Tylko światło potrzebowałam. Potem, myślałam, przestanę robić ten jazgot. Jak przestanę robić ten jazgot to usłyszę coś pięknego. Nie wiem jeszcze, ale jestem pewna a to zdarza mi się często. Zdarza mi się często wtedy gdy siedzę i myślę, lecz to zupełnie nie jest to. Zupełnie nie to co myślę, ale to mi pomaga. Pomaga mi, by nie zawracać sobie głowy, by niczego nie oczekiwać. Gdyż wtedy nic nie będzie mogło się zdarzyć, nic z wyjątkiem tego co już wiem. I co ja wiem? Co wiem?

z tomu “Jej własne”, 1985, tłum: Leszek Paul

Gospodyni

Athina Papadaki

Gospodyni

Godzina wytchnienia
ręce skrzyżowane na plonach.
Mąkę jak należy odmierzyłam
cukru trochę mi zabrakło uważam.
Inaczej być nie mogło.
Oto i moje życie, korytarz
łączący kuchnię z sypialnią.
Coś więcej?
Nie śmiem powiedzieć.
Coś wsysa mnie podstępnie,
ściany jak Patriarchowie w bieli, błogosławią
moją pracę.
Schylam się i
nie widzą,
że gdy wyciskam szmatę
moje łzy spływają ku ich korzeniom.

z tomu: „Owieczka oparów”, 1983, tłum.: Leszek Paul

[Nigdy nie zapomina się czułości]

Zefi Daraki

[Nigdy nie zapomina się czułości]


Nigdy nie zapomina się czułości, to
wypasiony cyklop kwiat co rozchyla
liście uścisku
nad bezruchem bólu

Nigdy nie zapomina się
podniesionej pieszczoty
objęcia które jedynie teraz posiada

w godzinie gdy na dworze wirują in absentia
przyszłość z przeszłością

z tomu: „Stracony wiersz”, 2018, tłum.: Leszek Paul

miraż

Zefi Daraki

miraż

Załóżmy że siedzę
wśród ruin przyszłej teraźniejszości
Słońce ciągle jeszcze wieje po mnie
karbuje moją sukienkę w swoje promienie

Załóżmy więc
teraźniejszość teraźniejszości
żłobi wieczór
nad ostatnim tropem ciała

Mocnym tętnem okrążają
mnie
uściski kiedyś. Dotykam
niewidoczne niech mi otworzy

Zadrwiłem z ciebie! Słyszę głos
snu
Złudą jestem – mirażem!

Patrzył na mnie uparcie nim
się przebudziłam, nie
przebudziłam się nigdy, nie wiem

z tomu: „Stracony wiersz”, 2018, tłum.: Leszek Paul

Bez wyjątku

 

Kiki Dimoula

Bez wyjątku

Jakże aspołeczne są te senne marzenia.
Żadnych przyjaźni żadnych więzi
gdy tylko nas zobaczą gasną
jak iskra wystawiona na burzę.

Antropofobia?
Duma zraniona może
pracują bowiem tam na dole
w kopalniach straconych okazji.

I one miały przecież
inne marzenia.

z tomu: “Przeprowadziliśmy się ościennie”, 2007, tłum.:Leszek Paul

Sobota Łazarza

 

Kiki Dimoula

Sobota Łazarza

 

Pochmurna siąpawica dnia.
Nieroztropne dzwony jakieś rozbryzgują
spoczynek Łazarza, by wyszedł.
Uszczelnione światło ze wszystkich stron.

I ja miałam do wynidź kilku z grobu
lecz nie odrzekli mi czy chcą.

Jak odrzec mają
donosiciela zostawiłeś szczelne
mroki dookoła.

A zresztą po co ich pytać czy chcą.
Cud nie pyta.
Za ucho chwyta
ciągnie i w światło cię rzuca.
Radujesz cię oczywiście z olśnienia, nie przeczę
choć w środku żre cię robak zmartwienie
być może i cuda nie są nieśmiertelne.

Obywateli przeto lepiej tam
nie gośćmy gwoli nie dzielenia
pustego ich łoża raz drugi.

z tomu: „Minutą wraz”, 1998,  tłum.: Leszek Paul

Dlaczego nikt nie wie

Zefi Daraki

Dlaczego nikt nie wie

Dlaczego nikt nie wie
co może przynieść następna godzina
błąd zrobiłeś mówiąc
o odległościach łez

lodach co pozostały niestopione
z całonocnego stulecia –

ten nieznanym ziąb w słowach
co nie pokochały
swego adresata

Cud twój powstrzymał
moje kroki w korytarzu
Otwarcie drzwi otchłani
pohamował dziką młodość słów
co wiały w moją twarz

Cud twój
kształt Nie
jakby ze śniegu co stopić się zapomniał

z tomu: „Ciało bez klucza jednakowego”, 2000, tłum.: Leszek Paul

[Śniadanie podarta gazeta]

Zefi Daraki

[Śniadanie podarta gazeta]

Śniadanie podarta gazeta
Spływały po mnie pomyje rozmów
dawno zapomnianych –
wzgarda faktów
co zapodziały ciebie
wśród roztrzaskanych latarni ślubów

Potem pamięć jakby
w sznur rozkołysany się obróciła
i zawisły na niej
wymarłe objęcia

Pamiętam podarła mi się spódnica
próbowałam już nie wiem co
Zsuwała się aż do ziemi
Stałam patrzyłam jak plisuje się na mnie
jak odległy dziecięcy wiek

z tomu: „Grota ze sztucznymi ogniami”, 2014, tłum.: Leszek Paul