Anonimowa

Athina Papadaki

Anonimowa

 

Każda sobota rytuał,
sprzątam.
Kobieta – batożone drzewo oliwne – jak wszystkie
odbijając się klęczącym strumieniem
w lśniących kafelkach łazienki.

I tak chcę byś mnie pamiętała: bezimienną.

 

 

z tomu „Owieczka oparów”, 1983
tłum.: Leszek Paul

Przeszłam

 

Kiki Dimoula

Przeszłam

Because these wings are no longer wings to fly
T.S.Eliot

Idę i zmierzcha.
Postanawiam i zmierzcha.
Nie, nie jestem smutna.

Byłam dociekliwa i pilna.
O wszystkim wiem. Trochę o wszystkim.
Znam imiona kwiatów gdy więdną,
wiem kiedy zielenią się słowa i kiedy ziębniemy.
Z jaką łatwością przekręca rygiel uczuć
dowolny klucz zapomnienia.
Nie, nie jestem smutna.

Przeszłam przez dni pełne deszczu,
rozogniłam się za tymi
kolczastymi drutami wody
cierpliwie i niezauważalnie
jak ból drzew
opuszczonych przez ostatni liść,
jak strach nieustraszonych.
Nie, nie jestem smutna.

Przeszłam przez ogrody, stanęłam przy fontannach
i wiele posążków zobaczyłam roześmianych
z nieuchwytnego powodu radości.
I małe chełpliwe amorki.
Ich napięte łuki
półksiężycem wzeszły moją nocą i rozmarzyłam się.
Miałam liczne i piękne sny
i widziałam jak się w nich zapominam.
Nie, nie jestem smutna.

Dreptałam często wśród uczuć
własnych i nie tylko,
lecz przestrzeń zostawała zawsze między nimi
by przejść mógł i rozległy czas.
Przeszłam koło poczty i znowu przeszłam.
Napisałam listy i znowu napisałam
nieustannie do Boga odpowiedzi się modliłam.
Krótkie kartki przychodziły:
serdeczne pożegnania z Patry
i jeszcze jakieś pozdrowienia
od wieży w Pizie która się chyli.
Nie, nie jestem smutna, że dzień się chyli.

Dużo rozmawiałam. Z ludźmi,
z latarniami, z fotografiami.
I dużo z łańcuchami.
Nauczyłam się z rąk czytać
i tracić ręce.
Nie, nie jestem smutna.

Podróżowałam jak najbardziej.
Byłam to tu to tam…
Wszędzie świat jest gotów by się zestarzeć.

Straciłam trochę tu, trochę tam.
I z ostrożności swojej straciłam
i z nieuwagi.
Poszłam też nad morze.
Szerokość mi przysługiwała. Powiedzmy że ją wzięłam.
Samotność mnie przeraziła
więc wymyśliłam ludzi.
Widziałam jak osuwali się
z ręki cichego pyłu,
co promień słońca przeciął,
inni z kolei, od głosu dzwonu niewielkiego.
I biciem dzwonów rozbrzmiałam
ortodoksyjnej pustyni.
Nie, nie jestem smutna.

Zapłonęłam i się stliłam.
Nawet doświadczenia księżyców mi nie zabrakło.
Ich zmierzch w morzu i w oczach,
mroczny, wyostrzył mnie.
Nie, nie jestem smutna.

Jak tylko mogłam opór stawiałam tej rzece
wezbranej by mnie nie uniosła
i tak jak było to możliwe wodę wymyśliłam
w suchych korytach
i mnie porwała.

Nie, nie jestem smutna.
Noc o właściwej porze przychodzi.

 

 

z tomu: „Trochość świata", 1971
tłum.:Leszek Paul

Kiki Dimoula czyta wiersz “Przeszłam”

Κική Δημουλά

Kiki Dimoula urodziła się ww Atenach w roku 1931 , uznawana jest za jedną z najważniejszych postaci współczesnej greckiej poezji. Należy również do najbardziej lubionych i popularnych autorów. Przez wiele lat pracowała w Narodowym Banku. Była żoną Athosa Dimoulas (1921–1985) wybitnego poety.
Debiutowała w 1952 tomem zatytułowanym „Wiersze”. Od tego czasu wydała 14 tomów poezji, większość w tak prestiżowym wydawnictwie jak „Ikaros” czy „Gallimard“. Jest laureatką licznych nagród: dwukrotnie Państwowej Nagrody Literackiej, Nagrody Akademii Ateńskiej oraz przyznanej w roku 2009 przez Association Capitale Europeenne des Litteratures: Europejskiej Nagrody Literackiej. W 2002 jako trzecia kobieta w historii została członkiem Akademii Ateńskiej. W Roku 2014 została odznaczona Krzyżem Wielkim Orderu Feniksa (Tagma toy Phoinikos), jednym z najwyższych odznaczeń. Wiersze jej są tłumaczone na angielski, francuski, szwedzki, niemiecki, włoski i hiszpański.

„…Potoczny, łagodny styl chroni ją przed presją społeczną już w Έρεβος [„Ereb”] (1956), podczas gdy w „In absentia” (1958) próbuje nastawienia ironicznego, podkreślającego jej niekonwencjonalne wybory. (…) Z czasem Dimoula uwalnia się od retoryki naiwności i łatwej odkrywczości, przesuwając nacisk w swoich wypowiedziach z intelektu na przekaz. Το λίγο του κόσμου, [„Odrobina świata”] (1971) jest tytułem zdecydowanie wskazującym na pewien program: poetka ogranicza świat do wymiaru życia pomiędzy przedmiotami i wydarzeniami skromnymi i codziennymi. Przeciwności losu nie prowadzą jej, tak jak innych, do elegijnej niemocy; stawia im czoło z ludową mądrością i ironicznym podejściem. W warstwie formalnej stosuje nie tylko figury eliptyczne i metonimie, ale także neologizmy, uosobienia, przymiotniki i czasowniki w funkcji rzeczownika, co często podkreśla krytyka, a także nieraz zaburza logiczną sekwencję składniową.”*

 

„Średnik”, Άνω τελεία, «Ίκαρος», 2016
„Czas publiczny”, Δημόσιος καιρός, «Ίκαρος», 2014
„Znaleźne”, Τα εύρετρα, «Ίκαρος», 2010
„Przeprowadziliśmy się ościennie”, Μεταφερθήκαμε παραπλεύρως, «Ίκαρος», 2007
„Trawnik cieplarni”, Χλόη θερμοκηπίου, «Ίκαρος», 2005
„Dźwięk oddaleń”, Ήχος απομακρύνσεων, «Ίκαρος», 2001
„Minutą razem”, Ενός λεπτού μαζί, «Ίκαρος», 1998
„Zapomnienia okres dojrzewania”, Η εφηβεία της λήθης, «Στιγμή», 1994
„Zdroweś Nigdy”, Χαίρε ποτέ, «Στιγμή», 1988
„Moje ostatnie ciało”, Το τελευταίο σώμα μου, εκδ, «Κείμενα», Αθήνα 1981
„Trochość świata”, Το λίγο του κόσμου, εκδ. «Νεφέλη», Αθήνα 1971
„Śladami”, Επί τα ίχνη, εκδ. «Φέξης» Αθήνα 1963
„Zaocznie”, Ερήμην, εκδ. Δίφρος, Αθήνα 1958
„Ereb”, Έρεβος, 1956, εκδόσεις «Στιγμή»
„Wiersze”, Ποιήματα, 1952


*Mario Vitti: „Historia literatury nowogreckiej”, przekład: J.Wegner, M.Czarnocińska, K.Rowińska, wydawnictwo DiG, Warszawa 2015


” Kiki Dimoula’s mature poetry added an altogether new dimension to Modern Greek poetry. Having experienced the drama of the existential dissolution of post-war humanity and at the same time the dead ends in a world that has lost the gift of faith, her poetry mapped a world that’s both ‘homeless’ and insecure; a world in which the poet, in order to survive, had to plunge into the fundamental dynamics of the creative process and interfere decisively with their logic.
Her writing turned the grammar of the Greek language against the meaning of words, attempting, thus, to strengthen the emotive power of verse through astonishment and surprise.
(…)
The poet’s language breaks through habits and negates the certitudes of a romantic tradition which lacks to see lost time as a continuous and active presence.
(…)
For Dimoula, silence, migration, and minimalisation enter language in order to dissolve the coherence of a logic that is unable to decipher their message.
(…)
It is for this reason that each of her poems undermines the dominance of silence, each word abolishes the power of obscurity and darkness.
(…)
In short, Dimoula’s poetry illustrates the re-establishment of symmetrical analogies between memory and reality, between humans and their space; finally, it sees the possibility of transubstantiation out of decay, the endurance granted to chaos and the confusion of history by the power of language. “

© Vrasidas Karalis, 2001

 

Nowy Rok

Aristea Papaleksandrou

Nowy Rok

 

Trupa z zachodu do
nas zawitała
————nas posłuchała
——————–nas odprawiła.

Godzina jedenasta bezsenna
kieruje wygaszone miasto ku
——–dwunastej.
Skamieniałe Wasiolopsomo*
przywodzi nienoszone jedwabie którejś
——–Jokasty
Szczęśliwego Nowego Roku i Dobranoc.

Wspomnienia spiętrzają chwile
Dwa tysiące naście...
Nowego Roku
świt przyszłość
nam ukrucił.

Cicha noc.

 

z tomu „Mija nas”, 2015
tłum.: Leszek Paul

*„Wasiolopsomo” („Wasilopita”) – chleb św. Bazylego, tradycyjny, sylwestrowy  przysmaku w postaci puszystego, drożdżowego pieczywa pszennego, w którym ukrywa się złotą lub srebrną monetę.

Dziewczynka z zapałkami

Kiki Dimoula

Dziewczynka z zapałkami

 

Noworoczna późna godzina
psa z kulawą nogą.
Jedynie szarość stara
nowego roku.

Drżą z zimna
skrzyżowania i kąty
przytulone by ogrzać się trochę
do z ojczyzny obcej
wędrownych kwiaciarzy

bukiety zakutane
w ponury papier
taniocha
przystrojona wokół dziurkami
od autodydaktycznych nożyczek

tak jak my gdy dziećmi będąc
łaknącymi wzorów
równe w złożonej gazecie
wycinaliśmy kwadraciki
to jak po jej rozłożeniu
jakże radosne jakże rytmiczne, jakże symetrycznie
okienka na oścież otwierała nam przyszłość.

Wieczór noworoczny
psa z kulawą nogą
jedynie wielkie szare zamknięte okna
i biedna plucha co żebrze o śnieg.

z tomu "Przeprowadziliśmy się ościennie", 2007
tłum.: Leszek Paul

Wiatr tym targa

Aristea Papaleksandrou

Wiatr tym targa

 

Ten człowiek
na oślep pnie się
po szklanej drabinie
Rewolwer trzyma czarny
w powietrze strzela
chmurom się odgraża
niech spadnie śnieg
Gołym okiem zwyczajnie
go nie widzisz
Ukartowały go chore
oczy krótkowzrocznych
Zjawa powiesz
w próżni wiatrów

Po czym…Oto i on z krwi i kości
siedzący w zarządach
Porządek Dzienny
jesteś tam i ty
wzór wybawienia
Woła byś pnął się po schodach
drżysz…wiatr tobą targa
Zapierasz się
I gdy masz już nogę postawić
na pierwszym stopniu przytomniejesz
Ostrość 10/10
jeden krok przepaść
prawda
przed tobą

 

z tomu „Mija nas”, 2015
tłum.:Leszek Paul

Grudzień

Veroniki Dalakoura

Grudzień

 

Niektórzy poeci piszą pobudzani własną goryczą – mając na uwadze jedynie namiętność czułego serca.

Tak więc pojęłam, że i Cortes był jednym z tych zrozpaczonych poetów, ponieważ zaraz po zdobyciu Zempoala rozkazał zniszczyć wszystkie posągi kochanych bogów, płacząc w ramionach jakiejś miłośnicy, nie wiedząc jednak, że należy do boskiego – tak – rodu.

Lecz zostawmy te mity. Otwórzmy dłonie i zobaczmy linie święta lub wigilii żalu. Kroczmy z pokornym spojrzeniem, które przystoi uczniom kochania i tym, którzy potrafią dostrzec nadchodzącą namiętność. Ta zima, właśnie ta zima będzie pełna klarnetów w kolorze naszych dłoni, co podróżowały.

z tomu „Schyłek erotyzmu”, 1976
tłum.: Leszek Paul

Epilog

 

Veroniki Dalakoura

Epilog

(Migoczący płomień)

Widziałam go. Siedział na ławce w piwnicy, w zupełnych ciemnościach, poruszał górną częścią ciała, wpatrywał się w podłogę…Bez słowa. Pozostali, od czasu do czasu, patrzyli na niego ale ich uwaga skupiała się głównie na hałasie dobiegającym z zewnątrz; długą tę ciszę, co mogłaby trwać godzinami, przerywał rumor jakiegoś samolotu, gwizd jakiś, co napełniał ich trwogą.
Pomieszczenie było duże, kwadratowe. Cement, wapno i drewniane ławki dookoła, pośrodku gliniana miednica wypełniona wodą. Starali się odróżnić jakieś twarze, z chwilą gdy ich oczy przywykły do ciemności. Nie było istotne, by był to ktoś znajomy, wystarczyło spojrzenie, które cokolwiek przypominało, ulicę, piekarnię czy rynek.
Naprzeciw środkowej ławki, obok drzwi – po lewej jak się wchodzi – stał podłużny, drewniany stół z podniszczonymi rogami, porżniętym blatem, z dwoma połamanymi nogami. Po jednej jego stronie, tej zawsze niestabilnej (nieustannie kopany przez niespokojne nogi siedzących przy nim), na zdezelowanym krześle, siedziała, pochylona, powiedziałbyś odosobniona, źle ubrana kobieta, w trudnym do określenia wieku. Choć nikt nie mógł wyraźnie widzieć jej twarzy, słowem bowiem nie odzywała się do nikogo a gapienie się na innych nie było jej, inaczej niż dla pozostałych, ulubionym sposobem zabijania nudy, to jej obecność, już od pierwszego dnia zamknięcia, robiła na wszystkich wrażenie.
To gorzkie urzeczenie jej pięknem, które pomimo odoru wapna i coraz bardziej przenikającej wilgoci ciągle trwało, nadżerało to, co  jeszcze śmiałe, odważne i nieugięte  pozostało w tamtych głowach.

(1990)

z tomu „26 Wierszy”, 2004 
tłum.: Leszek Paul

 

 

 

Demetra

Veroniki Dalakoura

Demetra

 

Strapiony mówię do was z oblężonego miasta. Niewinna córka prawą nogę swoją pochowała w kwiatach i w łzach, co suknię zmoczyły. Śpi teraz i czarny kochanek trzyma jej dłoń jako znak bezmiernego jarzma. Jakże kochaliście mnie, jakże kochało mnie to jaskółcze gniazdo, że odpowiadało na imię Aurora Borealis!
(Znalazłem ją w ciele, co łez więcej nie ma już, przekląłem bowiem zarówno wszelkie cnoty jak i wielorakie nieba).

z tomu „Schyłek erotyzmu”, 1976
tłum.: Leszek Paul